ironia · Z pamiętnika WMrokuLudka · Z przymrużeniem oczka

O ślubie jako o wydarzeniu nieprawdopodobnym

Wiecie kiedy można stwierdzić, że człowiek jest stary? Kiedy zaczyna być sentymentalny i na przykład zaczyna żałować, że pewnego dnia wyrzucił wszystkie zeszyty ze szkoły – zwłaszcza te z wypocinami z języka polskiego. 😉 Jakie tam perełki były. Szkoda. Na szczęście co nieco się uchowało. Przeglądając zatem odmęty szafek natrafiłam na teczkę gdzie ukrytych było kilka prac tak zwanych klasowych. Jedna z nich z klasy VIII e – tam WMroku tuptała w roku … (pozostawmy niedopowiedzenie) 😀 Wiecie, że chodziłam do szkoły gdy system była ośmioklasowy i tyle z tej wiedzy wystarczy. Papier kancelaryjny w kratkę, po boku własnoręcznie zrobiony margines – ołówkiem! Praca składająca się z trzech części (matko ile to musiało trwać – pewnie z dwie lekcje jak nic). Część pierwsza „Nie zgadzam się, że telewizja to „zło współczesności”.” Ależ ekwilibrystykę słowną i wodolejstwo natchnione proludzko odstawiałam. Aż wierzyć mi się nie chce, że tyle wiary w ludzkość kiedyś miałam.

Część druga – wiersz. Napisałam wiersz. Zwał się ” O zachodzie słońca”. Przytaczać nie zamierzam, ale wierzcie mi, że zły to wiersz był. I na tym skończmy, zapomnijmy i przejdźmy dalej.

Najbardziej „interesująca” jest część trzecia. Tytuł trzeciego zadania jest jednocześnie tytułem tego wpisu. Opisałam więc sytuację, którą mój młodzieńczy umysł uznał za nieprawdopodobną. Otóż ślub gdzie orszak przyjeżdża pod ratusz, w którym odbywała się ceremonia ( zauważmy zatem, że ślub opisałam jako ten cywilny, nie kościelny – wszak czasy to były przed konkordatem jeszcze) złożony jest z 13 motocykli, do których przyczepione są między innymi puszki po napojach. Para młoda na galowo – w dżinsach  i skórzanych kurtkach, udaje się do środka, a po zaślubinach wychodzi skuta kajdankami (zamiast obrączek rzecz jasna – nie byli to poszukiwani zakuci przez psy 😉 ) , a zamiast ryżu, obsypani zostali … kapslami od butelek. Tak w skrócie, bo różnych dziwności w opisie tym było jeszcze więcej.

Oceny dwie były. Za pomysł bardzo dobry, za ortografię dobry, gdyż WMroku kilka takich błędów zrobiła, że dziś sama sobie wymierzyłabym lodowate spojrzenie w stylu „idź po słownik”. Dziś jest łatwiej, komputer wszak większość błędów poprawia, nas z odpowiedzialności i myślenia zwalniając.

Tak. Ależ psycholog lub terapeuta mieliby pole do popisu. 😉 Dziś pewnie poszłabym bardziej w jakieś klimaty fantasy, a może najbardziej nieprawdopodobnym ślubem jest ten najzwyczajniejszy, gdzie dwoje ludzi bez cyrków, szopek, spędów, mówi sobie po prostu jak są dla siebie ważni, jak potrzebni i że nic się właściwie nie zmienia poza tym, że do grobowej deski, że na zawsze … 😀 bla bla bla

Kiedy jeszcze byłam w wieku, gdy myślała o ślubie, to były to czasy gdzie wielce fascynowały mnie wszelkie obrzędy związane ze Słowianami i pewnymi przedchrześcijańskimi wierzeniami. Lniana suknia, wianek na głowie, a ślub na jakiejś polanie, gdzie poza mną i moim lubym nikogo więcej by nie było. 😉 Tam to złożylibyśmy sobie ślub wierności, lojalności i wiecznej przyjaźni. 😀  To byłoby to co opisywałabym wówczas jako ślub marzeń. Dziś mogłabym to opisywać jako ten nieprawdopodobny, bo postrzeganie świata, ludzkich relacji i więzi zmienia się wraz z doświadczeniami, kolejnymi rozczarowaniami, dojrzałością i pewnością tego, czego się naprawdę chce.

Kiedy widzę jak ludzie o ślubie i weselu mówią, iż to najważniejszy dzień ich życia uśmiecham się jedynie życząc im szczęścia. Dla ilu z nich ten najważniejszy dzień przeklętym się stanie? Oby dla jak najmniejszej ilości, choć statystyki mówią, iż 1 na 3 „najważniejsze dni” doprowadzą ludzi do rozwodu. Czy to znaczy, że ślub wszystko niszczy? Ludzie wszystko niszczą, a przysięgi, tańce do białego rana i „a teraz idziemy na jednego” nie mają tu nic do rzeczy. Miłość zawsze się obroni. Niemiłość naturalnym stanem człowieka.

A skoro wiersza mego nie było to przytoczę tu wiersz Bolka, Bolesława Leśmiana znaczy, co piękną przysięgą mógłby być, gdyby tylko ludzie umieli tak kochać.

Ty przychodzisz jak noc majowa…Bolesław Leśmian


Ty przychodzisz jak noc majowa…
Biała noc, noc uśpiona w jaśminie…
I jaśminem pachną twe słowa…
I księżycem sen srebrny płynie…
Kocham cię…

Nie obiecuję ci wiele…
Bo tyle co prawie nic…
Najwyżej wiosenną zieleń…
I pogodne dni…
Najwyżej uśmiech na twarzy…
I dłoń w potrzebie…
Nie obiecuję ci wiele…
Bo tylko po prostu siebie…

Jak powietrze.
Jak dziurę w starym swetrze.
Jak drzewo na polanie…
Po prostu kocham cię… kochanie.

Czy pozwolisz, że ci powiem…
W wielkim skrócie i milczeniu…
Że ci oddam i otworzę…
W ciszy serc, w potoków lśnieniu…
Słowa dwa przez sen porwane…
Przez noc ukryte… przez czas schwytane…
Słowa dwa, co brzmią jak śpiew,
dwa proste słowa…. kocham cię.

 


*swoją drogą czy tytuł nie powinien pozbawiony być drugiego „o” i brzmieć „O ślubie jako wydarzeniu nieprawdopodobnym”? Hmm, cóż, tak podali w szkole to chyba wiedzieli lepiej. 😉

20200523_211355_edited

2 myśli na temat “O ślubie jako o wydarzeniu nieprawdopodobnym

  1. Dużo prawdy jest w tym co napisałaś, bo faktycznie melancholia idzie w parze z wiekiem.
    Nie wiem dlaczego, gdy czytam wiersze Leśmiana, kojarzy mi się twórczość Tetmajera i mój ulubiony wiersz:
    „… A kiedy będziesz moją żoną… umiłowaną, poślubioną, wówczas się ogród nam otworzy, ogród świetlisty, pełen zorzy …”.
    Może dlatego, że ten wiersz czytał na początku lat 70′ ub.w. nieżyjący już Krzysztof Kolberger …

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s