ironia · Więcej_Światła · Z przymrużeniem oczka

Krajanka sojowa

„Pasibrzuch jest głodny, Pasibrzuch chce jeść”. Przytoczone zdanie mogłoby być moją maksymą życiową, gdyby nie to, że już to ktoś wymyślił, a ja nie mam zamiaru cudzymi słowami w moim osobistym życiu się podpierać. 😉

Paręnaście lat temu, gdy postanowiłam, że „od jutra będę wegetarianką” świat był zupełnie inny. Ludzie niejedzący mięsa nazywani byli jaroszami i patrzono na nich jeszcze dziwniej niż dziś, dopytując się z jakiego to powodu takie ograniczenia na siebie nakładają. Nie było blogerów, vlogerów, kucharzy, działaczy, którzy żyją z tego, że popularyzują wege życie. Nie było restauracji wege ( poza wrocławskim barem Vega – polecam!), opcji wege, przepisów, książek i programów kulinarnych gdzie można by było się dokształcić. Nikt nie mówił o suplementacji b12, d3 itd. Odrzuciwszy mięso brak było zatem kotleta do ziemniaków i kapusty. Na półkach sklepowych jedyne co dedykowane było roślinożercom (studentom też, wszak dużo tańsza to była alternatywa) znajdowały się … tektury. Tektury w formie kotleta, kostki lub granulatu. Czasem była to tektura wersja de luxe w kartonie! Doprawiona już, gdzie po dodaniu wody można było sobie utoczyć „mielonego”. Sojowy zastępnik mięsa był właściwie jedyną opcją na „podbicie białka” i zastąpienia tego co się odstawiło od ust.

Nie wiedzieć czemu wpadłam dziś na pomysł powrotu do przeszłości. Czyżby kolejny dowód na starość i melancholię? 😉 Na pytanie wewnętrznego! 😉 grubasa „co dziś na obiad?” padła zadziwiająca mnie odpowiedź … mielone z granulatu. 3,49 polskich złociszy za 150g. Można? Można! Obiad niskobudżetowy.

Teraz będzie przepis! Bierzemy sobie porcje naszej tektury sojowej i gotujemy przez 10 – 15 minut w wodzie z przyprawami, wodzie z kostką rosołową lub … wodzie 😉 Odcedzamy, doprawiamy ( ja doprawiłam przyprawą do mięsa mielonego, dodałam podsmażone i doprawione borowiki, pieczarki i cebulkę) i łapkami swymi wykonujemy kotlety w dowolnym kształcie i rozmiarze. Smażymy lub pieczemy. Dowolność rządzi! Włala (voila!). Kotlety gotowe!

Przy takiej sojowej krajance filozoficzne myśli człowieka nachodzą. Bezkształtna i bezsmakowa masa staje się tym czym my ją uczynimy. Jesteśmy niemal stwórcami! Nadajemy smak! I z człowiekiem przecież jest tak czasami, że jest taki … bez smaku, nijaki. Życie czasem bywa jak ten kotlet sojowy co to jedynie z szarawą tekturą nam się kojarzy. Od nas jednak zależy czym się stanie w naszych rękach. Do tekstury zatem życiowi kucharze. Twórzcie swe życie. Skoro z takiego, uwaga będzie brzydkie słowo … szitowego półproduktu można smaczne jadło uczynić to i wy z każdej swojej życiowej tektury możecie stworzyć smaczności.

Życie zatem nie jest jak … pudełko czekoladek. Życie jest jak … krajanka sojowa … smakuje tak, jak sam sobie doprawisz. 😀


Edytowano: Właśnie wordpress mi wyświetlił, że to podobno mój wpis nr 100 zatem wszelkie szampany, kwiaty i życzenia mile widziane. 😉 A tak całkiem serio, to wam i sobie życzę żeby następne 100 wpisów było jeszcze ciekawszych. Nie ma za co. 😀

2

 

8 myśli na temat “Krajanka sojowa

  1. Też byłbym pełnym wegetarianinem, gdyby nie żona, i jej tłuste schaby w panierce ociekające tłuszczem, bigosy na golonce, i wszelkie rolady oraz kiełbasy podwędzane, przekąszane słodkimi czekoladami. Żona to wszystko konsumuje w dużych ilościach i przy wzroście 167 waży 42-44 kg. Ja raczej tego nie tykam, a jem jedynie 1/10 tego co żona i … tyję. Lubię warzywa na surowo i wszelkie produkty udające mięso, np. flaki sojowe.
    Gratulacje z okazji „setki”.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s