Wkurw (w ogóle kto ustalił reguły współistnienia)

Kompletnie nie rozumiem tego świata, tego jak działa i zasad w nim panujących. Dobra … rozumiem w sensie … widzę co i jak działa. Nie rozumiem moje zrozumcie jako – nie zgadzam się! Chamstwo, żale, pretensje, egoizm, zakłamanie i postawa roszczeniowa = „ludzie”

Niestety żyję tak by w miarę możliwości innym w drogę nie wchodzić. Staram się korzystać z tego, że jestem miła, grzeczna i dobrze wychowana, ale … czasami się nie da no do kur.y nędzy … nie da się. Życie z wiecznym sloganem na ustach „traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana” się nie sprawdza. Wiecie co się sprawdza? Zło, agresja, chamstwo na każdym kroku, robienie innym na złość i pod górkę. Niestety tego nie umiem i zaczynam żałować. Czy słusznie? Może da się to jakoś „naprawić” czy raczej się zepsuć? Od jutra będę wredna, chamska i upierdliwa, będę uprzykrzać ludziom życie i robić wszystko żeby mnie popamiętali. Jaaaaasne! Co to za filozofia. Kurde, nie umiem, ale może warto spróbować. Wtedy przestanę widzieć to wszystko bo sama będę jak inni.

Naiwnie wierzyć, że karma wraca? Wmawiać sobie, że sprawiedliwość będzie? Żyć nadzieją, że jednak przewaga dobra jest w tym świecie?

Czasami żeby zapalić lont wystarczy jedna zapałka. Od zapałki czasami zaczyna się wybuch.

wmroku10.2019.1

 

Reklamy

PostANowIeNie

Nowy Rok. Przyszedł. Wybuchowo. Hałaśliwie. Eksplozja barw, korków od szampana … urwanych petardami palców. Miooodzio. Coś się kończy, coś zaczyna. Idzie nowe, idzie lepsze. Bądź lepszą wersją siebie. Zaplanuj, postanów, przygotuj, zrealizuj. Tiaaaa. Bla, bla, bla.

Zmiana daty dziwnym trafem powoduje, że człowiek ma nadzieję, a raczej dostaje małpiego rozumu?  Małp nie obrażając. Powodowany ową nadzieją lub tym drugim, myśli, że z dnia na dzień stanie się kimś innym. Wczoraj mu się nie chciało, nie było warto, nie miał siły. Jutro zmieni kalendarz na nowy i … głowę na nową? Zmieni się jego spojrzenie na świat, motywacja osiągnie szczyty możliwości i pełen zapału wcieli w życie wszystko co tygodniami miesiącami, latami odkładał.

Nie, nie zmieni. Powodowany impulsem może co najwyżej siłą rozpędu i chęcią konkurowania z innymi przez dłuższą lub krótszą chwilę rozpocząć coś co ma go „ulepszyć”. Prawda jest jednak taka, że to raczej przymus ustalenia sobie jakiś postanowień, niż rzeczywista potrzeba, a raczej chęć „człowieka noworocznego”. Inni gadają o postanowieniach. Pytają o nie to chyba … trzeba je mieć? Dobrze by je mieć. Mieć.

Nie, nie trzeba. Chcesz schudnąć? Od Nowego Roku? Dlaczego nie od wczoraj, od dziś? Chcesz rzucić palenie? Zdrowiej żyć? Rozwijać się? Czytać więcej książek? Zmienić pracę? Dlaczego musisz z tym czekać do jakiejś „magicznej daty”? Otóż dlatego, że tak naprawdę tego nie chcesz, a jeśli mówisz, że chcesz ale … to bardziej „ale” niż „chcę” przemawia przez Ciebie. Zmiana nie jest skokiem. Zmiana jest trudną, czasem nudną, czasem wieloetapową, mozolną wspinaczką. Dzień za dniem. Pracą nad sobą. I naprawdę nie trzeba tutaj wielkich słów, ogłaszania wszem i wobec, i … czekania. Bo głównym postanowieniem pod koniec roku okaże się właśnie ono. Czekanie, aż samo się zmieni. Samo się nie zmieni. Myślenie, że wszystko zrobi się za Ciebie, bez wysiłku, bez pracy. Dobrze by było. Nie jest. Nooo dobra. Parę rzeczy robi sie ot tak „pstryk”, a i zmiany czasem są niczym skok z balkonu … ;-)Nie o tym jednak ten wpis, a o zmianach , o ich braku, o tym, że ludzie myślenie magiczne włączą bo ktoś im powie, że jak wybawią się po pachy, zarzygają po uszy i zmienią kartkę w kalendarzu to … coś się zmieni 😉 O tym ten wpis, i o czymś jeszcze, ale … inteligentny jesteś czytelniku, dasz sobie radę z własną głową i swym myśleniem. Na pewno! A jak nie to … postanów sobie, co Ci szkodzi. Na ten Nowy, na ten Stary, na jaki tylko chcesz. 😉 Rób to po swojemu, nie po cudzemu. 🙂

 

bombeczka.b