Tik Tak czyli Blog(X)masa dzień … 21.

Nie przyjdą …

Jeśli nie masz, nie zrobiłeś, nie wyprałaś, nie ugotowałeś. Jeśli nie wydałaś, nie zapakowałeś, nie udajesz, że się nie cieszysz. Nie przyjdą!!!

Pierogi ulepione? Prezenty kupione? Aaaa zapakowane? Okna umyte, podłogi wypastowane, „nerw” już jest? „Wkurw” już jest?

Przez wiele lat wydawało mi się, nauczona byłam, przyjęłam na siebie, wyobrażałam sobie, że jest szereg czynności, które sprawiają, że są święta. Zakodowałam sobie, zakodowano mi, że pewne rzeczy muszą! być! Pewne rzeczy należy zrobić, że nie ma Świąt jeśli nie wykonam, nie zrobię, nie … urobię się po łokcie, nie wścieknę się, że zawaliłam, albo nie utonę w łzach.

Kilka lat temu odkryłam, że … Święta i tak będą. Ten czas i tak przyjdzie. Czy chcesz czy nie, czy lubisz czy nie, czy wykonujesz to co chcesz, czy to co musisz.

Robię zatem to co chcę, nie to co muszę, robię to na co mam ochotę, nie to czego oczekują ode mnie inni. Robię to co według mnie „uświąteczni” mi ten czas, co zwiąże mnie z nim i nada mu wyjątkowości. Robię to czym mogę się podzielić z najbliższymi.

Polecam! Mimo, iż do fan clubu „kocham Boże Narodzenie” nie należę. A może właśnie dlatego?

20171206_111401.B2018

Reklamy

Coś dziwnego czyli Blog(X)masa dzień 7.

Dwa lata temu, co udowodnione zresztą wpisem jest na mym blogu spotkałam osobę proszącą o to, bym kupiła jej jedzenie. W grudniu 2016 roku. Dziś, w grudniu 2018 roku … znów mi się to przytrafiło. Zdziwienie. Zaskoczenie. Podejrzliwość.

Swego czasu przeprowadzono badania, a także eksperymenty mające dowieść, że chętniej pomagamy ludziom wzbudzającym zaufanie, i że nasze zaufanie wzbudzają osoby „dobrze” ubrane. Z kolei kiedy o pomoc materialną prosi nas człowiek ubrany przeciętnie, zwyczajnie jak każdy inny, nie wyglądający na kogoś z marginesu … no właśnie. Sama się dziś na tym złapałam, że włączył mi się guzik „ukryta kamera?”. Podszedł do mnie dobrze ubrany, młody chłopak prosząc bym kupiła mu coś do jedzenia, bo jest … głodny. Głód … dobrze wiem co to. Nie mówię tu o głodzie, gdzie wiem, że za kilka minut, godzin coś zjem. Mówię tu o głodzie gdzie nie wiem czy i kiedy coś zjem. Znam to … może dlatego łatwo mnie „złapać”, a może to nie łapanie tylko ludzki odruch. Mimo to gdy dałam mu jedzenie i poszłam w swoją stronę odwróciłam się, nadal nie dowierzając … z pewną nutką … „pewności”, że pewnie moje zakupy za chwilę wylądują w śmieciach, bo to żart, zakład, prank jakiś? Odwróciłam się więc. Stałam i patrzyłam, jak ów chłopak oddala się … zatrzymuje, siada i wraz z drugą osobą … zaczynają jeść to co dostali ode mnie. Przedziwne … Kiedy aż tak przestałam ufać ludziom? Przedziwne. Dopiero w takich sytuacjach sama widzę, jak stereotypowo myślę, sama często do innych rzucając pouczające „nie myśl stereotypami”. Przedziwne. Dobra to nauka dla mnie. Lubię się uczyć. Więc przyjmują przedświąteczną lekcję. Pokory.

blog.blogms2.2018

Blog(X)mas czyli zaczynamy odliczanie. Dzień pierwszy.

Nie wiem czy wiecie, ale zaczął się najbardziej szalony (wkurzający, magiczny, stresujący *) okres w roku. Od kilku tygodni mikołaje, bałwany! – różnej maści, śnieżynki, jelonki i inne przemiłe, pełne blasku i radości stworzenia przypominają nam, że pora wydać kasę, urobić się jak dziki osioł i o północy w Wigilię paść twarzą w barszcz, grzybową czy innego karpia. Po co? #hajssiemusizgadzać!

Na przekór jednak wszelkich oczekiwaniom i koniecznościom podejdę do tego jako do wyzwania miesięcznego i popiszę tu trochę? Czy codziennie? Nie obiecuję. Na pewno szczerze – jak zawsze.

Śniegu nie widać. Jest za to … ślizgawka. O tak! od samego rana można popisywać się umiejętnościami łyżwiarskimi próbując ocalić ręce, nogi i inne części ciała. Można na pupie, można na brzuszku, można toczyć się udając kulę śnieżną, choć z braku śniegu raczej wyjdzie nam to, co toczy żuk ekhm gnojarz. W każdym razie niech każdy zacznie grudzień tak jak lubi, i tak jak chce, nie tak jak musi.

Ja w ciepełku zapodam sobie soudtrack z widzianego wczoraj w kinie „A Star is Born”. Nie jest to wybitne dzieło, a łapie za serducho. Dodam jedynie, że w pewnym momencie zaczęło się pochlipywanie na sali (nie moje, gdyż ja twarda sztuka i przy innych w kinie! nie płaczę, ale klucha w gardle była! 😉 ). Gdy zaś światło zapaliły się w szklących się oczach współoglądaczy widać było, że Cooper i Gaga odwalili kawał dobrej roboty. Dając historię prostą jak budowa cepa, gdzie każdy, a przynajmniej większość zna ją na pamięć i wie jak się skończy, potrafili ludzi wzruszyć, zasmucić, dać do myślenia. Sam fakt, że przyszło mi do głowy, żeby zobaczyć ten film jeszcze raz w kinie, a wieczór umilam sobie muzą z niego, oznacza, że naprawdę warto obejrzeć i posłuchać. Niby nic, a zostaje w pamięci. Takie 8/10. 😉 Czy nie o to chodzi? W kinie? W muzyce? W życiu? Żeby coś poczuć, żeby coś przeżyć, żeby być. Być! I tego bycia na ten grudzień, ten adwent, ten czas zaczynającego się szaleństwa życzę. Tobie, sobie, i każdemu.


*niepotrzebne skreślić

 

DSC02078wmroku