Poznaj Pannę P.

 

Ludzie bardzo dużo uwagi poświęcają sami sobie. Dbają by ładnie wyglądać, by prezentować się jak najlepiej. Mnóstwo czasu mija im na myciu, ubieraniu, czesaniu, na pielęgnowaniu tego co widać na pierwszy rzut oka. I nie mówię, że to źle. Gdyby jednak człowiek tyle samo czasu, lub chociaż połowę z tego poświęcał swojej głowie, i nie fryzurę mam na myśli. 😉 Ile czasu poświęcamy swojej psychice? Czy w ogóle się nią interesujemy? Czy utożsamiamy zajmowanie się psychiką z jakimś problemem, a  … skoro nie jestem wariatem to po co mam o tym myśleć?

Jak każda inna część naszego ciała jak każdy inny składnik tworzący człowieka Panna P.  też ma swoją wytrzymałość, Tak samo może się zwyczajnie zepsuć, nawalić, nagle się zbuntować. Tak już urządzony jest ten świat. Ludzie chorują. Na różne dolegliwości, a tu coś czego może nie wiesz: choroba psychiczna to taka sama choroba jak inna, a człowiek chorujący to taki sam człowiek jak inni. Czy w jednej linii możemy postawić cukrzycę, astmę, depresję, ChAD? Tak! To jest choroba. Ludzie chorują i leczą się. Nie ma w tym nic złego, wstydliwego. Logiczne to przecież, a jednak choroby psychiczne lęk wywołują. Osoba chora psychicznie traktowana często jest jako potencjalny napastnik i zagrożenie niczym Joker z najnowszego filmu. Skąd w nas tyle uprzedzeń, stereotypowego myślenia i obaw? Niewiedza zwykle to powoduje. Boimy się tego czego nie znamy, czego nie rozumiemy i co na siłę demonizujemy. „Wariat” to przecież nie jest pieszczota, ani komplement tylko naznaczenie i sygnał o niebezpieczeństwie.

Mimo, że jesteś częścią społeczeństwa jako człowiek jesteś jeden. Sam. Nikt więcej czasu z Tobą nie spędzi, niż Ty sam ze sobą. Nikt o Tobie więcej nie wie, i wiedzieć nie będzie. Choć Ty sam być może siebie nie rozumiesz, nie analizujesz i poznać nie próbujesz.  Czesząc się, myjąc ząbki i wcierając balsam w ciało by gładkie było pomyśl, że jesteś czymś więcej niż „workiem na kości” i Twoja Panna Psychika też domaga się uwagi, czasu i pieszczot. Zamiast się jej bać, chować twarz i udawać, że nie istnieje, przytul ją poznaj i zaproś by była zauważoną i zadbaną częścią Twojego życia. Na pewno będzie wdzięczna.

Dziś Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Ważny Dzień. W świecie, w którym żyjemy nie odchodzić od zmysłów, zachować równowagę to trudna rzecz. Zdrowia. Psychicznego też. Wam i sobie.

wmroku10.2019.2

Reklamy

„Kto będzie czytał książki o pożółkłych kartkach?”

Książka. Rok wydania 1987. Młodsza ode mnie. Sypie się. Grzbiet i środek w kilku miejscach posklejane taśmą pakową o brązowym kolorze. Nieładnie. Od 276 do 281 strony obraz nędzy i rozpaczy. Porozrywana, uszkodzona, kartki „uciekają” na zewnątrz. Bardzo nieładna. Stara, zużyta, taka brzydka. Nie to, co uśmiechające się z półek księgarni kolorowe okładki. Równy druk, śnieżnobiałe karteczki czekające na dotknięcie palców – czystych palców! A moja książka? Moja. Nawet nie moja, tylko pożyczona. Bieda.Żal brać w ręce, jeszcze się rozpadnie.

Omijam ją. Czekam, może zapomni. Jak pies do jeża do niej podchodzę. Ciekawi mnie, ale … jak ona wygląda, co ona sobą reprezentuje. Wyświechtane „nie oceniaj książki po okładce”. Oceniaj! Stary rupieć i tyle.

Cierpliwości, zrozumienia, spokoju, skupienia. Brak mi. Wymaga ode mnie. Coraz trudniej mi się skupić. Przebodźcowana jestem jak większość ludzi dziś.

Siadam i wkraczam w drukowany świat ludzkich myśli. Odcinam się zupełnie od świata zewnętrznego. Pożółkłe kartki, zapisane marginesy, poklejone kartki ogromną przyjemność mi dają, radość i wdzięczność za ten czas.

WM.01.07.19

Nie oceniaj (książki) po okładce.

Nie oceniaj!

Czytaj!

Człowieka i książki. Książki i człowieka. „Pożółkłe”.

Marzenie kurdupla czyli I love this game

Będąc małą dziewczynką z wypiekami na twarzy, po nocy oglądałam facetów. Wysokich, umięśnionych, szybkich jak błyskawica czarodziejów, którzy potrafili mnie przykuć do telewizora. Facetów z Ameryki!  Naprawdę! Przykuć … słuchawkami. Z racji takich, a nie innych warunków mieszkaniowo – telewizyjnych siedziałam z twarzą 50 cm … no może metr od telewizora, na przysuniętym pod sam odbiornik fotelu, z podłączonymi słuchawkami złączem typu jack czy minijack ;-). Zasiadałam więc po nocy i słuchałam, i oglądałam, z pasją i radochą. Gdy na drugiej półkuli kończył się dzień, u nas kolejny się zaczynał. Posprzątawszy więc stanowisko „oglądacza” ruszałam do szkoły. Następny krok to zainteresowanie owymi czarodziejami na własnym … parkiecie. Oglądałam i ubóstwiałam naszą ubogą wersję. Przez wiele lat, słuchałam, oglądałam zbierałam wycinki prasowe, a w pewnym momencie uczestniczyłam w owych „widowiskach”, kibicowałam. Koszykówka – bo o niej mowa zawsze zajmowała szczególne miejsce w moim sercu. Cieszyło mnie ogromnie gdy siatkarze, piłkarze ręczni odnosili wielkie sukcesy, cieszy mnie gdy kopaczom czasem coś wyjdzie, mimo to zawsze w moim sercu tliła się nadzieja, że być może ten kochany na całym świecie sport, a tak niedoceniany i mało rozwinięty u nas kiedyś zastanie zauważony. Po 52 latach … nasi koszykarze zagrają na mistrzostwach świata. I mimo słabości naszej koszykówki, i mimo marnego miejsca naszej drużyny w rankingach … będę im kibicować z całego serca … nadal. Świata nie podbijemy, ale radość, że nasi będą wśród najlepszych … bezcenna. Fajnie! Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo warto doceniać takie chwile. Chwile kiedy coś nas cieszy, co daje autentyczną radochę, taka jak u małego dziecka. Niewiele to. Jakiś tam sport, widowisko. Dla mnie ogromna radość. Radość tego małego dzieciaka co nie wyrósł na koszykarkę. Ledwo wyrósł niestety, a grę w kosza jedynie na lekcjach w-fu uskuteczniał. Bywa 😉 Mimo wszystko miłość została. Do dynamiki, szybkości, taktyki, inteligencji boiskowej.

Wreszcie naszym coś wyszło, raz na 52 lata się zdarza. Warto to zapamiętać. Warto o tym napisać. Radość. Chwila. Życie. Cóż cenniejszego?

05wmroku

PostANowIeNie

Nowy Rok. Przyszedł. Wybuchowo. Hałaśliwie. Eksplozja barw, korków od szampana … urwanych petardami palców. Miooodzio. Coś się kończy, coś zaczyna. Idzie nowe, idzie lepsze. Bądź lepszą wersją siebie. Zaplanuj, postanów, przygotuj, zrealizuj. Tiaaaa. Bla, bla, bla.

Zmiana daty dziwnym trafem powoduje, że człowiek ma nadzieję, a raczej dostaje małpiego rozumu?  Małp nie obrażając. Powodowany ową nadzieją lub tym drugim, myśli, że z dnia na dzień stanie się kimś innym. Wczoraj mu się nie chciało, nie było warto, nie miał siły. Jutro zmieni kalendarz na nowy i … głowę na nową? Zmieni się jego spojrzenie na świat, motywacja osiągnie szczyty możliwości i pełen zapału wcieli w życie wszystko co tygodniami miesiącami, latami odkładał.

Nie, nie zmieni. Powodowany impulsem może co najwyżej siłą rozpędu i chęcią konkurowania z innymi przez dłuższą lub krótszą chwilę rozpocząć coś co ma go „ulepszyć”. Prawda jest jednak taka, że to raczej przymus ustalenia sobie jakiś postanowień, niż rzeczywista potrzeba, a raczej chęć „człowieka noworocznego”. Inni gadają o postanowieniach. Pytają o nie to chyba … trzeba je mieć? Dobrze by je mieć. Mieć.

Nie, nie trzeba. Chcesz schudnąć? Od Nowego Roku? Dlaczego nie od wczoraj, od dziś? Chcesz rzucić palenie? Zdrowiej żyć? Rozwijać się? Czytać więcej książek? Zmienić pracę? Dlaczego musisz z tym czekać do jakiejś „magicznej daty”? Otóż dlatego, że tak naprawdę tego nie chcesz, a jeśli mówisz, że chcesz ale … to bardziej „ale” niż „chcę” przemawia przez Ciebie. Zmiana nie jest skokiem. Zmiana jest trudną, czasem nudną, czasem wieloetapową, mozolną wspinaczką. Dzień za dniem. Pracą nad sobą. I naprawdę nie trzeba tutaj wielkich słów, ogłaszania wszem i wobec, i … czekania. Bo głównym postanowieniem pod koniec roku okaże się właśnie ono. Czekanie, aż samo się zmieni. Samo się nie zmieni. Myślenie, że wszystko zrobi się za Ciebie, bez wysiłku, bez pracy. Dobrze by było. Nie jest. Nooo dobra. Parę rzeczy robi sie ot tak „pstryk”, a i zmiany czasem są niczym skok z balkonu … ;-)Nie o tym jednak ten wpis, a o zmianach , o ich braku, o tym, że ludzie myślenie magiczne włączą bo ktoś im powie, że jak wybawią się po pachy, zarzygają po uszy i zmienią kartkę w kalendarzu to … coś się zmieni 😉 O tym ten wpis, i o czymś jeszcze, ale … inteligentny jesteś czytelniku, dasz sobie radę z własną głową i swym myśleniem. Na pewno! A jak nie to … postanów sobie, co Ci szkodzi. Na ten Nowy, na ten Stary, na jaki tylko chcesz. 😉 Rób to po swojemu, nie po cudzemu. 🙂

 

bombeczka.b

Pora na tęsknoty.

I się skończyło. Lato. Pora schować sandały, pożegnać się z letnimi ubraniami, rzec ciepłym, długim, słonecznym dniom i letnim gwieździstym nocom „do następnego”. Nie lubię. Zimna nie lubię, szarości, obserwowania jak wszystko umiera. Na Złotą Polską Jesień czekam, może jeszcze się pojawi. Może jeszcze piękne zabawy słońca w kolorowym liściach, mgliste poranki i wieczory, mroźne powietrze. Koc, herbata, siedzenie w domu … dobre strony ma jesień? Ma. Jak prawie wszystko. I tak będę tęsknić … za wiosną, za latem, za ciepłem, za słońcem. Za moim słońcem. Nie da się jednak żyć tylko przez pół roku. Nie jestem niestety niedźwiedziem co w sen zimowy zapada żeby przeczekać. Czekanie będzie życiem, oddychaniem, zdjęć przeglądaniem, tuleniem się i okrywaniem ciepłymi tkaninami, zapachami, smakami i kolorami. Tęskno mi już …

 

Jesień

Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia

Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu

I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć
Edward Stachura

DSC03484blog

Będę marudzić I Gusta i guściki czytelnicze.

Nie wiesz co robić ze swoim życiem? Napisz książkę!

Nie masz zdolności do pisania? Napisz książkę albo wynajmij kogoś, kto napiszę ją za Ciebie!

Szukając ostatnio wartościowych książek odkryłam coś bardzo dziwnego. A może tylko mnie to jeszcze dziwi? Po pierwsze coraz trudniej o naprawdę interesującą książkę. Taką, która byłaby niedawno napisana lub wydana. Luuudzie ile w księgarniach tego chłamu. Tragedia.

Książkę można napisać dziś o niczym, a napisać ją może nikt, znaczy ktoś … każdy ktoś, na kim wydawnictwo będzie chciało zarobić!

Ba! Najlepiej żeby był to ktoś znany i lubiany, znany z tego, że jest znany albo taki co stwierdzi, żeby coś napisał, bo przecież co to za sztuka, a i lud ciemny łyknie i kupi, jak się okrzyknie świetną książką, niezbędnikiem, poradnikiem, erotykiem, kryminałem bla bla bla.

„Pisarz” rozpoczyna karierę, wydawnictwo kosi kasę, ludzie … kupują książki. Niby wszystko ok, niby wszystko fajnie. Niby.

Gusta i guściki są. Nie bez przyczyny disco polo jest takie popularne. Dlaczego więc nie dać ludziom książko – polo? Nieskomplikowane, napisane byle jak, przerost formy nad treścią, 5 książek w roku, książki o niczym albo poradniki dla idiotów, którzy nie wiedzą jak się ubrać, pomalować, jeść, ćwiczyć. Dla tych co podniecają się jałowymi, powielanymi schematami kryminalnymi albo pseudo greyowskimi wypocinami. Dno … dno i kilometr mułu nawet.

Rzecz można, że każdy czyta co chce. Co chce albo co lepiej zostanie mu sprzedane. Wszak patrząc na półkę z bestsellerami prędzej nasz przeciętny szaraczek stamtąd coś weźmie, bo jak na topie to chyba dobre. Nie będzie przecież przekopywał księgarnianych półek, zagraconych antykwariatów. Komu się chce szukać? 😉

Ktoś może powiedzieć też, że lepiej czytać cokolwiek niż nic. Hmmm czyli jakość nie ma znaczenia? Wrzucajmy w siebie co popadnie? Jedzmy byle jak, czytajmy byle jak, żyjmy byle jak? Takie byle jakie życie z byle jaką strawą dla ciała i duszy. Przyjmujmy bezkrytycznie wszystkie hity – kity – bestsellery?

Dają papkę bez smaku ale łatwą w trawieniu, ludzie papkę biorą i na jej podstawie kształtuje się to co w przyszłości będą chcieli jeść, co ich będzie cieszyć.  Z całego morza gdzie bogactwo, klasa i smak, wybiorą hodowlaną pangę ( pango bez urazy! 😉 ) , z przylepioną etykietką „morskiej”. I tak wyrobią sobie zdanie o … „rybie”.

Smacznego!

20180730_122757blog1

Ile razy mam powtarzać??!!!

Chyba nie raz w życiu każdy z nas od kogoś to usłyszał? Czyż nie? Przywołaj drogi czytelniku choć jedną taką sytuację w swoim życiu. Jak się wtedy czułeś?

Zdanie to zwykle nie jest używane w sprzyjających okolicznościach. Zwykle wiążę się z jakimiś wymaganiami, nakazami, powinnościami. Ja tymczasem,  właściwie we wpisie tym chcę Ci opowiedzieć o słowach. Ważniejsze są czyny, rzecz to jasna jak słońce, jednak są takie słowa, które warto powtarzać. Ile razy? Wiele razy.

Warto zatem mówić innych jak są ważni , wartościowi i ile dla nas znaczą. Warto innym mówić jak bardzo ich potrzebujemy i jak wiele wnoszą do naszego życia. Warto mówić „lubię”, „kocham”, „doceniam”. Warto mówić wiele słów, które czasem dla nas są oczywiste, a które powtarzane mogą wiele zmienić, wiele poprawić i rozpromienić komuś dzień.

Zamiast „słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać” 😉 niech powtarzanie słów ważnych i wartościowych będzie. Co mamy do stracenia?

PS. Warto po cichu dodać, że … wszystko w życiu jest niepowtarzalne! 🙂