„Kto będzie czytał książki o pożółkłych kartkach?”

Książka. Rok wydania 1987. Młodsza ode mnie. Sypie się. Grzbiet i środek w kilku miejscach posklejane taśmą pakową o brązowym kolorze. Nieładnie. Od 276 do 281 strony obraz nędzy i rozpaczy. Porozrywana, uszkodzona, kartki „uciekają” na zewnątrz. Bardzo nieładna. Stara, zużyta, taka brzydka. Nie to, co uśmiechające się z półek księgarni kolorowe okładki. Równy druk, śnieżnobiałe karteczki czekające na dotknięcie palców – czystych palców! A moja książka? Moja. Nawet nie moja, tylko pożyczona. Bieda.Żal brać w ręce, jeszcze się rozpadnie.

Omijam ją. Czekam, może zapomni. Jak pies do jeża do niej podchodzę. Ciekawi mnie, ale … jak ona wygląda, co ona sobą reprezentuje. Wyświechtane „nie oceniaj książki po okładce”. Oceniaj! Stary rupieć i tyle.

Cierpliwości, zrozumienia, spokoju, skupienia. Brak mi. Wymaga ode mnie. Coraz trudniej mi się skupić. Przebodźcowana jestem jak większość ludzi dziś.

Siadam i wkraczam w drukowany świat ludzkich myśli. Odcinam się zupełnie od świata zewnętrznego. Pożółkłe kartki, zapisane marginesy, poklejone kartki ogromną przyjemność mi dają, radość i wdzięczność za ten czas.

WM.01.07.19

Nie oceniaj (książki) po okładce.

Nie oceniaj!

Czytaj!

Człowieka i książki. Książki i człowieka. „Pożółkłe”.

Reklamy

PostANowIeNie

Nowy Rok. Przyszedł. Wybuchowo. Hałaśliwie. Eksplozja barw, korków od szampana … urwanych petardami palców. Miooodzio. Coś się kończy, coś zaczyna. Idzie nowe, idzie lepsze. Bądź lepszą wersją siebie. Zaplanuj, postanów, przygotuj, zrealizuj. Tiaaaa. Bla, bla, bla.

Zmiana daty dziwnym trafem powoduje, że człowiek ma nadzieję, a raczej dostaje małpiego rozumu?  Małp nie obrażając. Powodowany ową nadzieją lub tym drugim, myśli, że z dnia na dzień stanie się kimś innym. Wczoraj mu się nie chciało, nie było warto, nie miał siły. Jutro zmieni kalendarz na nowy i … głowę na nową? Zmieni się jego spojrzenie na świat, motywacja osiągnie szczyty możliwości i pełen zapału wcieli w życie wszystko co tygodniami miesiącami, latami odkładał.

Nie, nie zmieni. Powodowany impulsem może co najwyżej siłą rozpędu i chęcią konkurowania z innymi przez dłuższą lub krótszą chwilę rozpocząć coś co ma go „ulepszyć”. Prawda jest jednak taka, że to raczej przymus ustalenia sobie jakiś postanowień, niż rzeczywista potrzeba, a raczej chęć „człowieka noworocznego”. Inni gadają o postanowieniach. Pytają o nie to chyba … trzeba je mieć? Dobrze by je mieć. Mieć.

Nie, nie trzeba. Chcesz schudnąć? Od Nowego Roku? Dlaczego nie od wczoraj, od dziś? Chcesz rzucić palenie? Zdrowiej żyć? Rozwijać się? Czytać więcej książek? Zmienić pracę? Dlaczego musisz z tym czekać do jakiejś „magicznej daty”? Otóż dlatego, że tak naprawdę tego nie chcesz, a jeśli mówisz, że chcesz ale … to bardziej „ale” niż „chcę” przemawia przez Ciebie. Zmiana nie jest skokiem. Zmiana jest trudną, czasem nudną, czasem wieloetapową, mozolną wspinaczką. Dzień za dniem. Pracą nad sobą. I naprawdę nie trzeba tutaj wielkich słów, ogłaszania wszem i wobec, i … czekania. Bo głównym postanowieniem pod koniec roku okaże się właśnie ono. Czekanie, aż samo się zmieni. Samo się nie zmieni. Myślenie, że wszystko zrobi się za Ciebie, bez wysiłku, bez pracy. Dobrze by było. Nie jest. Nooo dobra. Parę rzeczy robi sie ot tak „pstryk”, a i zmiany czasem są niczym skok z balkonu … ;-)Nie o tym jednak ten wpis, a o zmianach , o ich braku, o tym, że ludzie myślenie magiczne włączą bo ktoś im powie, że jak wybawią się po pachy, zarzygają po uszy i zmienią kartkę w kalendarzu to … coś się zmieni 😉 O tym ten wpis, i o czymś jeszcze, ale … inteligentny jesteś czytelniku, dasz sobie radę z własną głową i swym myśleniem. Na pewno! A jak nie to … postanów sobie, co Ci szkodzi. Na ten Nowy, na ten Stary, na jaki tylko chcesz. 😉 Rób to po swojemu, nie po cudzemu. 🙂

 

bombeczka.b

Tik Tak czyli Blog(X)masa dzień … 21.

Nie przyjdą …

Jeśli nie masz, nie zrobiłeś, nie wyprałaś, nie ugotowałeś. Jeśli nie wydałaś, nie zapakowałeś, nie udajesz, że się nie cieszysz. Nie przyjdą!!!

Pierogi ulepione? Prezenty kupione? Aaaa zapakowane? Okna umyte, podłogi wypastowane, „nerw” już jest? „Wkurw” już jest?

Przez wiele lat wydawało mi się, nauczona byłam, przyjęłam na siebie, wyobrażałam sobie, że jest szereg czynności, które sprawiają, że są święta. Zakodowałam sobie, zakodowano mi, że pewne rzeczy muszą! być! Pewne rzeczy należy zrobić, że nie ma Świąt jeśli nie wykonam, nie zrobię, nie … urobię się po łokcie, nie wścieknę się, że zawaliłam, albo nie utonę w łzach.

Kilka lat temu odkryłam, że … Święta i tak będą. Ten czas i tak przyjdzie. Czy chcesz czy nie, czy lubisz czy nie, czy wykonujesz to co chcesz, czy to co musisz.

Robię zatem to co chcę, nie to co muszę, robię to na co mam ochotę, nie to czego oczekują ode mnie inni. Robię to co według mnie „uświąteczni” mi ten czas, co zwiąże mnie z nim i nada mu wyjątkowości. Robię to czym mogę się podzielić z najbliższymi.

Polecam! Mimo, iż do fan clubu „kocham Boże Narodzenie” nie należę. A może właśnie dlatego?

20171206_111401.B2018

Coś dziwnego czyli Blog(X)masa dzień 7.

Dwa lata temu, co udowodnione zresztą wpisem jest na mym blogu spotkałam osobę proszącą o to, bym kupiła jej jedzenie. W grudniu 2016 roku. Dziś, w grudniu 2018 roku … znów mi się to przytrafiło. Zdziwienie. Zaskoczenie. Podejrzliwość.

Swego czasu przeprowadzono badania, a także eksperymenty mające dowieść, że chętniej pomagamy ludziom wzbudzającym zaufanie, i że nasze zaufanie wzbudzają osoby „dobrze” ubrane. Z kolei kiedy o pomoc materialną prosi nas człowiek ubrany przeciętnie, zwyczajnie jak każdy inny, nie wyglądający na kogoś z marginesu … no właśnie. Sama się dziś na tym złapałam, że włączył mi się guzik „ukryta kamera?”. Podszedł do mnie dobrze ubrany, młody chłopak prosząc bym kupiła mu coś do jedzenia, bo jest … głodny. Głód … dobrze wiem co to. Nie mówię tu o głodzie, gdzie wiem, że za kilka minut, godzin coś zjem. Mówię tu o głodzie gdzie nie wiem czy i kiedy coś zjem. Znam to … może dlatego łatwo mnie „złapać”, a może to nie łapanie tylko ludzki odruch. Mimo to gdy dałam mu jedzenie i poszłam w swoją stronę odwróciłam się, nadal nie dowierzając … z pewną nutką … „pewności”, że pewnie moje zakupy za chwilę wylądują w śmieciach, bo to żart, zakład, prank jakiś? Odwróciłam się więc. Stałam i patrzyłam, jak ów chłopak oddala się … zatrzymuje, siada i wraz z drugą osobą … zaczynają jeść to co dostali ode mnie. Przedziwne … Kiedy aż tak przestałam ufać ludziom? Przedziwne. Dopiero w takich sytuacjach sama widzę, jak stereotypowo myślę, sama często do innych rzucając pouczające „nie myśl stereotypami”. Przedziwne. Dobra to nauka dla mnie. Lubię się uczyć. Więc przyjmują przedświąteczną lekcję. Pokory.

blog.blogms2.2018

Blog(X)mas czyli zaczynamy odliczanie. Dzień pierwszy.

Nie wiem czy wiecie, ale zaczął się najbardziej szalony (wkurzający, magiczny, stresujący *) okres w roku. Od kilku tygodni mikołaje, bałwany! – różnej maści, śnieżynki, jelonki i inne przemiłe, pełne blasku i radości stworzenia przypominają nam, że pora wydać kasę, urobić się jak dziki osioł i o północy w Wigilię paść twarzą w barszcz, grzybową czy innego karpia. Po co? #hajssiemusizgadzać!

Na przekór jednak wszelkich oczekiwaniom i koniecznościom podejdę do tego jako do wyzwania miesięcznego i popiszę tu trochę? Czy codziennie? Nie obiecuję. Na pewno szczerze – jak zawsze.

Śniegu nie widać. Jest za to … ślizgawka. O tak! od samego rana można popisywać się umiejętnościami łyżwiarskimi próbując ocalić ręce, nogi i inne części ciała. Można na pupie, można na brzuszku, można toczyć się udając kulę śnieżną, choć z braku śniegu raczej wyjdzie nam to, co toczy żuk ekhm gnojarz. W każdym razie niech każdy zacznie grudzień tak jak lubi, i tak jak chce, nie tak jak musi.

Ja w ciepełku zapodam sobie soudtrack z widzianego wczoraj w kinie „A Star is Born”. Nie jest to wybitne dzieło, a łapie za serducho. Dodam jedynie, że w pewnym momencie zaczęło się pochlipywanie na sali (nie moje, gdyż ja twarda sztuka i przy innych w kinie! nie płaczę, ale klucha w gardle była! 😉 ). Gdy zaś światło zapaliły się w szklących się oczach współoglądaczy widać było, że Cooper i Gaga odwalili kawał dobrej roboty. Dając historię prostą jak budowa cepa, gdzie każdy, a przynajmniej większość zna ją na pamięć i wie jak się skończy, potrafili ludzi wzruszyć, zasmucić, dać do myślenia. Sam fakt, że przyszło mi do głowy, żeby zobaczyć ten film jeszcze raz w kinie, a wieczór umilam sobie muzą z niego, oznacza, że naprawdę warto obejrzeć i posłuchać. Niby nic, a zostaje w pamięci. Takie 8/10. 😉 Czy nie o to chodzi? W kinie? W muzyce? W życiu? Żeby coś poczuć, żeby coś przeżyć, żeby być. Być! I tego bycia na ten grudzień, ten adwent, ten czas zaczynającego się szaleństwa życzę. Tobie, sobie, i każdemu.


*niepotrzebne skreślić

 

DSC02078wmroku

Czarno to widzę.

Przez czarne odmęty sklepowego tłumu, gdzie mieć, nie być, gdzie posiadać, nie potrzebować, gdzie mam, bo mogę. Radości z puchowej kurteczki, z bucików co 2 złote mniej kosztowały. Będzie na burgera. Konsumuj. Konsumować trzeba. Rozwijaj … handel (nie zwoje mózgowe), nakręcaj sprzedaż (nie ciekawość świata), produkuj śmieci (nie pokłady dobra), zapakuj się w folię bezczelności tego świata, co wmówi Ci żeś panem, nie niewolnikiem. Pokochaj swoje miałkie życie, innego nie chcesz przecież. Pokochaj swoje rzeczy. One Cię jak człowiek nie zdradzą, jak kot nie podrapią, jak pies nie pogryzą. Jak dobrze, że dziś nie wszystko możesz kupić, w ten piątek.

DSC02979.1

Poza człowieczeństwem.

 

Nieuka czyli kto pyta, ten też nie wie.

Kto pyta nie błądzi? Błądzić rzeczą ludzką. Pytanie rzeczą ludzką. Coś w tym jest. Pytanie. Pytanie rzucone w próżnię wraca? Próżnia wraca. Pytasz zatem i tyle. Zostajesz ze swoim pytaniem, które niczym bańki mydlane nad głową pojawiają się i za chwilkę znikają niezauważone przez nikogo.

„Mamo, a Koloseum jest w Rzymie?” – zapytał chłopczyk kobietę, zapewne matką jego będącą. Przechodzili obok pizzerii, która nazwę swą zapożyczyła od tej starożytnej włoskiej budowli.

Cisza.

„Maaamooo, Koloseum jest w Rzymie?” – padło ponownie. Cisza. Głucha? Czy nie wie? Ciężko powiedzieć? Ciężko odpowiedzieć?

Poszli. Padło pytanie, nie było odpowiedzi. Minęli przybytek gdzie „śmierć na arenie*” i „granica wytrzymałości*” są na porządku dziennym.

Hmm po co pytać skoro nie dostanie się i tak odpowiedzi. Taka … nieuka z tego. Może to pojedynczy przypadek, może jednorazowa sytuacja. Może tak.

Pewnie dramatyzuję, pewnie nadinterpretacje tworzę myśląc sobie, jaki dorosły wyrośnie z takiego dziecka? Czy uzna, że nie warto pytać? Czy odpuści, bo i tak nikt nie odpowie? Może będzie szukał sam odpowiedzi? Albo przestanie go cokolwiek ciekawić? Rozkminy socjologa 😉 Kto „blogerce” zabroni?

Zawsze mi się wydawało, że jedną z najgorszych rzeczy to nie szukać, nie pytać. Zniechęcić się jednak można, jeśli mimo poszukiwać, pytań i chęci, odpowiedzi nie dostaniesz. Nauczysz się, że nie warto pytać, bo po co?  Odpowiedzi albo chociaż wspólnego poszukiwania, ukierunkowania, nauki, że jeśli nie dowiesz się z jednego źródła, warto szukać, drążyć, zanudzać pytaniami, męczyć wątpliwościami.

Nawet nie pytaj!

20181002_115707

*nazwy jedzenia we wspomnianym przybytku karmiącym zbiorowo „włoskimi” przysmakami