PostANowIeNie

Nowy Rok. Przyszedł. Wybuchowo. Hałaśliwie. Eksplozja barw, korków od szampana … urwanych petardami palców. Miooodzio. Coś się kończy, coś zaczyna. Idzie nowe, idzie lepsze. Bądź lepszą wersją siebie. Zaplanuj, postanów, przygotuj, zrealizuj. Tiaaaa. Bla, bla, bla.

Zmiana daty dziwnym trafem powoduje, że człowiek ma nadzieję, a raczej dostaje małpiego rozumu?  Małp nie obrażając. Powodowany ową nadzieją lub tym drugim, myśli, że z dnia na dzień stanie się kimś innym. Wczoraj mu się nie chciało, nie było warto, nie miał siły. Jutro zmieni kalendarz na nowy i … głowę na nową? Zmieni się jego spojrzenie na świat, motywacja osiągnie szczyty możliwości i pełen zapału wcieli w życie wszystko co tygodniami miesiącami, latami odkładał.

Nie, nie zmieni. Powodowany impulsem może co najwyżej siłą rozpędu i chęcią konkurowania z innymi przez dłuższą lub krótszą chwilę rozpocząć coś co ma go „ulepszyć”. Prawda jest jednak taka, że to raczej przymus ustalenia sobie jakiś postanowień, niż rzeczywista potrzeba, a raczej chęć „człowieka noworocznego”. Inni gadają o postanowieniach. Pytają o nie to chyba … trzeba je mieć? Dobrze by je mieć. Mieć.

Nie, nie trzeba. Chcesz schudnąć? Od Nowego Roku? Dlaczego nie od wczoraj, od dziś? Chcesz rzucić palenie? Zdrowiej żyć? Rozwijać się? Czytać więcej książek? Zmienić pracę? Dlaczego musisz z tym czekać do jakiejś „magicznej daty”? Otóż dlatego, że tak naprawdę tego nie chcesz, a jeśli mówisz, że chcesz ale … to bardziej „ale” niż „chcę” przemawia przez Ciebie. Zmiana nie jest skokiem. Zmiana jest trudną, czasem nudną, czasem wieloetapową, mozolną wspinaczką. Dzień za dniem. Pracą nad sobą. I naprawdę nie trzeba tutaj wielkich słów, ogłaszania wszem i wobec, i … czekania. Bo głównym postanowieniem pod koniec roku okaże się właśnie ono. Czekanie, aż samo się zmieni. Samo się nie zmieni. Myślenie, że wszystko zrobi się za Ciebie, bez wysiłku, bez pracy. Dobrze by było. Nie jest. Nooo dobra. Parę rzeczy robi sie ot tak „pstryk”, a i zmiany czasem są niczym skok z balkonu … ;-)Nie o tym jednak ten wpis, a o zmianach , o ich braku, o tym, że ludzie myślenie magiczne włączą bo ktoś im powie, że jak wybawią się po pachy, zarzygają po uszy i zmienią kartkę w kalendarzu to … coś się zmieni 😉 O tym ten wpis, i o czymś jeszcze, ale … inteligentny jesteś czytelniku, dasz sobie radę z własną głową i swym myśleniem. Na pewno! A jak nie to … postanów sobie, co Ci szkodzi. Na ten Nowy, na ten Stary, na jaki tylko chcesz. 😉 Rób to po swojemu, nie po cudzemu. 🙂

 

bombeczka.b

Reklamy

Pora na tęsknoty.

I się skończyło. Lato. Pora schować sandały, pożegnać się z letnimi ubraniami, rzec ciepłym, długim, słonecznym dniom i letnim gwieździstym nocom „do następnego”. Nie lubię. Zimna nie lubię, szarości, obserwowania jak wszystko umiera. Na Złotą Polską Jesień czekam, może jeszcze się pojawi. Może jeszcze piękne zabawy słońca w kolorowym liściach, mgliste poranki i wieczory, mroźne powietrze. Koc, herbata, siedzenie w domu … dobre strony ma jesień? Ma. Jak prawie wszystko. I tak będę tęsknić … za wiosną, za latem, za ciepłem, za słońcem. Za moim słońcem. Nie da się jednak żyć tylko przez pół roku. Nie jestem niestety niedźwiedziem co w sen zimowy zapada żeby przeczekać. Czekanie będzie życiem, oddychaniem, zdjęć przeglądaniem, tuleniem się i okrywaniem ciepłymi tkaninami, zapachami, smakami i kolorami. Tęskno mi już …

 

Jesień

Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia

Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu

I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć
Edward Stachura

DSC03484blog

Nic na zawsze …

Tak chyba podsumować mogę właśnie mój rok. Bo przecież pora podsumowań nadeszła. Rachunek zysków i strat, co się udało, co zawaliłam, co ktoś mi spieprzył …

Nie, chyba jednak nie.

To był bardzo trudny rok, pełen wielu nieszczęść, przykrych zdarzeń, strat, które nie są do odzyskania.

Co czuję kiedy się kończy?

Wdzięczność. Mimo wszystko. To co trudne, co przykre traktuję jako lekcję, jako sprawdzian, wyzwanie. To co straciłam pozwala mi doceniać co mam i co mi zostało. To co wydarzyło się pięknego traktuję jako dar.

Wszystko zatem mimo wszystko jest po coś i ma swój sens. Rzadko kiedy dostrzegamy to wprost, zwłaszcza kiedy trudności nas spotykają. Często chce się krzyczeć „dlaczego mnie to właśnie spotkało”? „Ile to jeszcze potrwa”? Pewnie, że tak … każdy ma jakąś granicę. Nie o to jednak chyba chodzi w życiu żeby się użalać, martwić,obwiniać siebie, innych czy „siłę wyższą”. Chodzi chyba o to, żeby … żyć.

Wdzięczna jestem zatem za każdy dzień, za bliskich mi ludzi, za miłość. Wdzięczna jestem za to, że widzę, chodzę, że mam co jeść, gdzie spać. Wdzięczna jestem za każdy uśmiech napotkanego człowieka. Po czasie bywam nawet wdzięczna za … kopa w dupę od innych, losu, bo prędzej czy później okazuje się, że było to w określonym celu.

Dziękuję zatem … i do niezobaczenia 2016 … witaj 2017 … z nadzieją go witam … nadzieja bardzo ważna rzecz … jedna z najważniejszych w życiu …

Nic na zawsze … bardzo ważne żeby o tym pamiętać … To co dobre doceniajmy bo … nic na zawsze … może zniknąć jak bańka mydlana … nic pewnego.

To co złe … nic na zawsze … w końcu minie … „na końcu zawsze jest dobrze, a jeśli jeszcze dobrze nie jest, oznacza to, że to jeszcze nie koniec”dsc00767