Nieuka czyli kto pyta, ten też nie wie.

Kto pyta nie błądzi? Błądzić rzeczą ludzką. Pytanie rzeczą ludzką. Coś w tym jest. Pytanie. Pytanie rzucone w próżnię wraca? Próżnia wraca. Pytasz zatem i tyle. Zostajesz ze swoim pytaniem, które niczym bańki mydlane nad głową pojawiają się i za chwilkę znikają niezauważone przez nikogo.

„Mamo, a Koloseum jest w Rzymie?” – zapytał chłopczyk kobietę, zapewne matką jego będącą. Przechodzili obok pizzerii, która nazwę swą zapożyczyła od tej starożytnej włoskiej budowli.

Cisza.

„Maaamooo, Koloseum jest w Rzymie?” – padło ponownie. Cisza. Głucha? Czy nie wie? Ciężko powiedzieć? Ciężko odpowiedzieć?

Poszli. Padło pytanie, nie było odpowiedzi. Minęli przybytek gdzie „śmierć na arenie*” i „granica wytrzymałości*” są na porządku dziennym.

Hmm po co pytać skoro nie dostanie się i tak odpowiedzi. Taka … nieuka z tego. Może to pojedynczy przypadek, może jednorazowa sytuacja. Może tak.

Pewnie dramatyzuję, pewnie nadinterpretacje tworzę myśląc sobie, jaki dorosły wyrośnie z takiego dziecka? Czy uzna, że nie warto pytać? Czy odpuści, bo i tak nikt nie odpowie? Może będzie szukał sam odpowiedzi? Albo przestanie go cokolwiek ciekawić? Rozkminy socjologa 😉 Kto „blogerce” zabroni?

Zawsze mi się wydawało, że jedną z najgorszych rzeczy to nie szukać, nie pytać. Zniechęcić się jednak można, jeśli mimo poszukiwać, pytań i chęci, odpowiedzi nie dostaniesz. Nauczysz się, że nie warto pytać, bo po co?  Odpowiedzi albo chociaż wspólnego poszukiwania, ukierunkowania, nauki, że jeśli nie dowiesz się z jednego źródła, warto szukać, drążyć, zanudzać pytaniami, męczyć wątpliwościami.

Nawet nie pytaj!

20181002_115707

*nazwy jedzenia we wspomnianym przybytku karmiącym zbiorowo „włoskimi” przysmakami

Reklamy

Świat bez ludzi.

Nie należę do zbyt towarzyskich ludzi. Dobra! Należę do bardzo nietowarzyskich stworzeń! Nie bawi mnie udzielanie się, bywanie, spotkania towarzyskie. Tłumy mnie przytłaczają, a ludzie denerwują. Kiedy więc w minioną pierwszą niedzielę „wolną od handlu”, miliony moich rodaków skuszone temperaturą powyżej 15 stopni wyległo na zewnętrze, przeraziłam się. Więc to tak teraz będzie? Do tej pory, kiedy ja szłam do lasu, oni szli do galerii. I miałam święty spokój. Tymczasem im się zachciało spacerować! Grrrrr!!

Tak więc dziś, z racji niesprzyjających warunków atmosferycznych ( – 5 stopni, odczuwalna -12, i wiater, że łeb urywa, także nawet największy realista może mieć problem z „głową na karku”), postanowiłam zrobić eksperyment. Poszłam do galerii. Handlowej! Z racji istniejących tam przybytków jedzeniowych i kinowych otwarta dziś świątynia konsumpcjonizmu. Idę!

Spokój. To co się tam działo to spokój. 10 osób w całej galerii przechadzających się z tęsknym wzrokiem za tym co mogliby nabyć, a co musi poczekać. Ehhhh … nędznicy 😉 Troszkę więcej osób przy punktach gdzie Ci co na wolną niedzielę nie zasłużyli 😉 wydają tym co im się nie chce gotować pokarmy różnej maści – zwykle fastfoodowe. Kilka osób przy kasie biletowej do kina i … koniec. Niedziela bez ludzi, galeria bez ludzi, świat bez ludzi. Czy to możliwe?

Ciekawością powodowana postanowiłam wyściubić nochal poza galerię i sprawdzić czy w centrum miasta także ludzi nie będzie? Ohoho, już za zakrętem otwarty sklep z kumkającym, zielonym stworzeniem w nazwie. W środku ogonek „zapominaczy” lub spragnionych kontaktów społecznych mieszkańców mego miasta. Kawałek dalej kolejka. Stoją. Wieje, Stoją. Zimno. Stoją. Za czym kolejka ta stoi? Za pączkami!!! 11:43, za 17 minut pani (lub pan) otworzy okienko i nabyć będzie można świeżuśkie, pachnące pączunie. Kolejny sklep – kolejka. Pewnie chlebka zabrakło, choć po dźwiękach wydobywających się z toreb, raczej … płynnego powszedniego zbrakło. Stęsknieni ludzie pozycji stojącej kolejkowej- pewnie niewierzący 😀

Nie jestem zwolennikiem zakazów. Zakaz handlu w niedzielę odbieram jako próbę mówienia mi co mogę, a czego nie. Jako traktowanie ludzi jak idiotów, którzy sami nie wiedzą co powinni robić. Tak wiem, naiwność we mnie inne cechy bije na głowę. Ale … po tym spacerze galeriowym 😉 Nieee. Zakazów nadal popierać nie będę, i raczej moja buntownicza dusza nie da się przekonać, ale jak tak dalej pójdzie to oazą spokoju będzie dla mnie powierzchnia zamknięta kratami ogrodzona, z ochroną i strażnikami … hmmm areszt?

Dobrej niedzieli, bez względu na wasze pomysłu odnośnie jej spędzenia. Najważniejsze żeby były wasze! 🙂

20170430_135558wmroku