Marzenie kurdupla czyli I love this game

Będąc małą dziewczynką z wypiekami na twarzy, po nocy oglądałam facetów. Wysokich, umięśnionych, szybkich jak błyskawica czarodziejów, którzy potrafili mnie przykuć do telewizora. Facetów z Ameryki!  Naprawdę! Przykuć … słuchawkami. Z racji takich, a nie innych warunków mieszkaniowo – telewizyjnych siedziałam z twarzą 50 cm … no może metr od telewizora, na przysuniętym pod sam odbiornik fotelu, z podłączonymi słuchawkami złączem typu jack czy minijack ;-). Zasiadałam więc po nocy i słuchałam, i oglądałam, z pasją i radochą. Gdy na drugiej półkuli kończył się dzień, u nas kolejny się zaczynał. Posprzątawszy więc stanowisko „oglądacza” ruszałam do szkoły. Następny krok to zainteresowanie owymi czarodziejami na własnym … parkiecie. Oglądałam i ubóstwiałam naszą ubogą wersję. Przez wiele lat, słuchałam, oglądałam zbierałam wycinki prasowe, a w pewnym momencie uczestniczyłam w owych „widowiskach”, kibicowałam. Koszykówka – bo o niej mowa zawsze zajmowała szczególne miejsce w moim sercu. Cieszyło mnie ogromnie gdy siatkarze, piłkarze ręczni odnosili wielkie sukcesy, cieszy mnie gdy kopaczom czasem coś wyjdzie, mimo to zawsze w moim sercu tliła się nadzieja, że być może ten kochany na całym świecie sport, a tak niedoceniany i mało rozwinięty u nas kiedyś zastanie zauważony. Po 52 latach … nasi koszykarze zagrają na mistrzostwach świata. I mimo słabości naszej koszykówki, i mimo marnego miejsca naszej drużyny w rankingach … będę im kibicować z całego serca … nadal. Świata nie podbijemy, ale radość, że nasi będą wśród najlepszych … bezcenna. Fajnie! Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo warto doceniać takie chwile. Chwile kiedy coś nas cieszy, co daje autentyczną radochę, taka jak u małego dziecka. Niewiele to. Jakiś tam sport, widowisko. Dla mnie ogromna radość. Radość tego małego dzieciaka co nie wyrósł na koszykarkę. Ledwo wyrósł niestety, a grę w kosza jedynie na lekcjach w-fu uskuteczniał. Bywa 😉 Mimo wszystko miłość została. Do dynamiki, szybkości, taktyki, inteligencji boiskowej.

Wreszcie naszym coś wyszło, raz na 52 lata się zdarza. Warto to zapamiętać. Warto o tym napisać. Radość. Chwila. Życie. Cóż cenniejszego?

05wmroku

Reklamy

PostANowIeNie

Nowy Rok. Przyszedł. Wybuchowo. Hałaśliwie. Eksplozja barw, korków od szampana … urwanych petardami palców. Miooodzio. Coś się kończy, coś zaczyna. Idzie nowe, idzie lepsze. Bądź lepszą wersją siebie. Zaplanuj, postanów, przygotuj, zrealizuj. Tiaaaa. Bla, bla, bla.

Zmiana daty dziwnym trafem powoduje, że człowiek ma nadzieję, a raczej dostaje małpiego rozumu?  Małp nie obrażając. Powodowany ową nadzieją lub tym drugim, myśli, że z dnia na dzień stanie się kimś innym. Wczoraj mu się nie chciało, nie było warto, nie miał siły. Jutro zmieni kalendarz na nowy i … głowę na nową? Zmieni się jego spojrzenie na świat, motywacja osiągnie szczyty możliwości i pełen zapału wcieli w życie wszystko co tygodniami miesiącami, latami odkładał.

Nie, nie zmieni. Powodowany impulsem może co najwyżej siłą rozpędu i chęcią konkurowania z innymi przez dłuższą lub krótszą chwilę rozpocząć coś co ma go „ulepszyć”. Prawda jest jednak taka, że to raczej przymus ustalenia sobie jakiś postanowień, niż rzeczywista potrzeba, a raczej chęć „człowieka noworocznego”. Inni gadają o postanowieniach. Pytają o nie to chyba … trzeba je mieć? Dobrze by je mieć. Mieć.

Nie, nie trzeba. Chcesz schudnąć? Od Nowego Roku? Dlaczego nie od wczoraj, od dziś? Chcesz rzucić palenie? Zdrowiej żyć? Rozwijać się? Czytać więcej książek? Zmienić pracę? Dlaczego musisz z tym czekać do jakiejś „magicznej daty”? Otóż dlatego, że tak naprawdę tego nie chcesz, a jeśli mówisz, że chcesz ale … to bardziej „ale” niż „chcę” przemawia przez Ciebie. Zmiana nie jest skokiem. Zmiana jest trudną, czasem nudną, czasem wieloetapową, mozolną wspinaczką. Dzień za dniem. Pracą nad sobą. I naprawdę nie trzeba tutaj wielkich słów, ogłaszania wszem i wobec, i … czekania. Bo głównym postanowieniem pod koniec roku okaże się właśnie ono. Czekanie, aż samo się zmieni. Samo się nie zmieni. Myślenie, że wszystko zrobi się za Ciebie, bez wysiłku, bez pracy. Dobrze by było. Nie jest. Nooo dobra. Parę rzeczy robi sie ot tak „pstryk”, a i zmiany czasem są niczym skok z balkonu … ;-)Nie o tym jednak ten wpis, a o zmianach , o ich braku, o tym, że ludzie myślenie magiczne włączą bo ktoś im powie, że jak wybawią się po pachy, zarzygają po uszy i zmienią kartkę w kalendarzu to … coś się zmieni 😉 O tym ten wpis, i o czymś jeszcze, ale … inteligentny jesteś czytelniku, dasz sobie radę z własną głową i swym myśleniem. Na pewno! A jak nie to … postanów sobie, co Ci szkodzi. Na ten Nowy, na ten Stary, na jaki tylko chcesz. 😉 Rób to po swojemu, nie po cudzemu. 🙂

 

bombeczka.b

Tik Tak czyli Blog(X)masa dzień … 21.

Nie przyjdą …

Jeśli nie masz, nie zrobiłeś, nie wyprałaś, nie ugotowałeś. Jeśli nie wydałaś, nie zapakowałeś, nie udajesz, że się nie cieszysz. Nie przyjdą!!!

Pierogi ulepione? Prezenty kupione? Aaaa zapakowane? Okna umyte, podłogi wypastowane, „nerw” już jest? „Wkurw” już jest?

Przez wiele lat wydawało mi się, nauczona byłam, przyjęłam na siebie, wyobrażałam sobie, że jest szereg czynności, które sprawiają, że są święta. Zakodowałam sobie, zakodowano mi, że pewne rzeczy muszą! być! Pewne rzeczy należy zrobić, że nie ma Świąt jeśli nie wykonam, nie zrobię, nie … urobię się po łokcie, nie wścieknę się, że zawaliłam, albo nie utonę w łzach.

Kilka lat temu odkryłam, że … Święta i tak będą. Ten czas i tak przyjdzie. Czy chcesz czy nie, czy lubisz czy nie, czy wykonujesz to co chcesz, czy to co musisz.

Robię zatem to co chcę, nie to co muszę, robię to na co mam ochotę, nie to czego oczekują ode mnie inni. Robię to co według mnie „uświąteczni” mi ten czas, co zwiąże mnie z nim i nada mu wyjątkowości. Robię to czym mogę się podzielić z najbliższymi.

Polecam! Mimo, iż do fan clubu „kocham Boże Narodzenie” nie należę. A może właśnie dlatego?

20171206_111401.B2018

Coś dziwnego czyli Blog(X)masa dzień 7.

Dwa lata temu, co udowodnione zresztą wpisem jest na mym blogu spotkałam osobę proszącą o to, bym kupiła jej jedzenie. W grudniu 2016 roku. Dziś, w grudniu 2018 roku … znów mi się to przytrafiło. Zdziwienie. Zaskoczenie. Podejrzliwość.

Swego czasu przeprowadzono badania, a także eksperymenty mające dowieść, że chętniej pomagamy ludziom wzbudzającym zaufanie, i że nasze zaufanie wzbudzają osoby „dobrze” ubrane. Z kolei kiedy o pomoc materialną prosi nas człowiek ubrany przeciętnie, zwyczajnie jak każdy inny, nie wyglądający na kogoś z marginesu … no właśnie. Sama się dziś na tym złapałam, że włączył mi się guzik „ukryta kamera?”. Podszedł do mnie dobrze ubrany, młody chłopak prosząc bym kupiła mu coś do jedzenia, bo jest … głodny. Głód … dobrze wiem co to. Nie mówię tu o głodzie, gdzie wiem, że za kilka minut, godzin coś zjem. Mówię tu o głodzie gdzie nie wiem czy i kiedy coś zjem. Znam to … może dlatego łatwo mnie „złapać”, a może to nie łapanie tylko ludzki odruch. Mimo to gdy dałam mu jedzenie i poszłam w swoją stronę odwróciłam się, nadal nie dowierzając … z pewną nutką … „pewności”, że pewnie moje zakupy za chwilę wylądują w śmieciach, bo to żart, zakład, prank jakiś? Odwróciłam się więc. Stałam i patrzyłam, jak ów chłopak oddala się … zatrzymuje, siada i wraz z drugą osobą … zaczynają jeść to co dostali ode mnie. Przedziwne … Kiedy aż tak przestałam ufać ludziom? Przedziwne. Dopiero w takich sytuacjach sama widzę, jak stereotypowo myślę, sama często do innych rzucając pouczające „nie myśl stereotypami”. Przedziwne. Dobra to nauka dla mnie. Lubię się uczyć. Więc przyjmują przedświąteczną lekcję. Pokory.

blog.blogms2.2018

Nieuka czyli kto pyta, ten też nie wie.

Kto pyta nie błądzi? Błądzić rzeczą ludzką. Pytanie rzeczą ludzką. Coś w tym jest. Pytanie. Pytanie rzucone w próżnię wraca? Próżnia wraca. Pytasz zatem i tyle. Zostajesz ze swoim pytaniem, które niczym bańki mydlane nad głową pojawiają się i za chwilkę znikają niezauważone przez nikogo.

„Mamo, a Koloseum jest w Rzymie?” – zapytał chłopczyk kobietę, zapewne matką jego będącą. Przechodzili obok pizzerii, która nazwę swą zapożyczyła od tej starożytnej włoskiej budowli.

Cisza.

„Maaamooo, Koloseum jest w Rzymie?” – padło ponownie. Cisza. Głucha? Czy nie wie? Ciężko powiedzieć? Ciężko odpowiedzieć?

Poszli. Padło pytanie, nie było odpowiedzi. Minęli przybytek gdzie „śmierć na arenie*” i „granica wytrzymałości*” są na porządku dziennym.

Hmm po co pytać skoro nie dostanie się i tak odpowiedzi. Taka … nieuka z tego. Może to pojedynczy przypadek, może jednorazowa sytuacja. Może tak.

Pewnie dramatyzuję, pewnie nadinterpretacje tworzę myśląc sobie, jaki dorosły wyrośnie z takiego dziecka? Czy uzna, że nie warto pytać? Czy odpuści, bo i tak nikt nie odpowie? Może będzie szukał sam odpowiedzi? Albo przestanie go cokolwiek ciekawić? Rozkminy socjologa 😉 Kto „blogerce” zabroni?

Zawsze mi się wydawało, że jedną z najgorszych rzeczy to nie szukać, nie pytać. Zniechęcić się jednak można, jeśli mimo poszukiwać, pytań i chęci, odpowiedzi nie dostaniesz. Nauczysz się, że nie warto pytać, bo po co?  Odpowiedzi albo chociaż wspólnego poszukiwania, ukierunkowania, nauki, że jeśli nie dowiesz się z jednego źródła, warto szukać, drążyć, zanudzać pytaniami, męczyć wątpliwościami.

Nawet nie pytaj!

20181002_115707

*nazwy jedzenia we wspomnianym przybytku karmiącym zbiorowo „włoskimi” przysmakami

Jestem „Nołlajfem” I Cudnie mi z tym

Podobno w sobotę wieczorem zależy wyjść z domu. Iść do klubu, na imprezę, do znajomych. Gdziekolwiek. No dobra, w ostateczności można zrobić domówkę. Narobić się jak dziki osioł „ełwlę” przystawek w stylu fit lub innych masterszefów,  odstawić się jak stróż w święto, to lub inne, i imprezować.

Pojawiające się pytania „jakie plany na weekend” sugerują, że trzeba jakieś mieć. Nie, nie jakieś, tylko konkretne. Ciekawe, aktywne. Najlepiej wycieczka, wypad za miasto, impreza, skok ze spadochronem. 😉 Żeby było się czym … pochwalić w poniedziałek. Czasem osiągnięciem dla niektórych jest doprowadzenie się w weekend do takiego stanu żeby dumnie w poniedziałek mogli rzec, że bawili się tak wybitnie, iż nic nie pamiętają. Lub pikantne opowieści jak to ta grzeczna Ania z działu finansowego, dała w weekend czadu. Przynajmniej jest o czym pogadać w nowym tygodniu. Inni, to bardzo dobry temat do rozmów przecież.

Tyle o tych co mają … życie.

Ja jestem nołlajfem. 😀 Kocham być nołlajfem. Współczesny świat to świat dla … debli, którym trzeba pokazywać, mówić, wskazywać jak mają żyć żeby być „szczęśliwym”??? Świat, gdzie ludzie żyją między tym co powinni,  a tym co muszą. Gdzie nie ma miejsca na bycie sobą.

Kocham mój czas spędzany tak jak mi się podoba. Zrobiłam sobie zatem pyszne NIE fit domowe frytki. Ze zwykłych pysznych ziemniaków. Dobra, zaszalałam i mieszanka ziemniaków „tradycyjnych” i fioletowych to była. Frytki zatem z ziemniaków obranych, pokrojonych i usmażonych w litrze oleju. Przeze mnie. Fast food w domu! YES! Tłuste, kaloryczne frytki  z ketchupem popite mieszanką wybuchową pepsi i wiśniowej soplicy – taka cherry pepsi z prądem. 😉 Do tego szperanie po księgarniach internetowych w poszukiwaniu kolejnych pozycji książkowych i netflixowy „Mindhunter”. Takie soboty lubię. Spokojne. Może to już taki wiek? Nieee. Taki charakter! Taka ja! Taka jaka jestem, taka jaka chcę być. Bo wbrew pozorom nic nie muszę. Ty też nic nie musisz.

Pozwól sobie nie … ŻYĆ. Po swojemu.

 

DSC01887blog

 

 

 

Rozpichrzenie

Ja pier … nicze jak rzekłby Stary Piernik, Torunianin znaczy. Czy Wy ludzie do  jasnej cholery nie możecie dać sobie spokoju? Nie możecie zrozumieć, że poza narzuconymi, wymyślonymi, zakodowanymi wam we łbach różnicami jesteście wszyscy tacy sami – ludźmi jesteście po prostu?

Niegdysiejsza potrzeba wyróżnienia, zaznaczenia swojej odrębności, wyznaczenia podziału na „my” – „oni”, odgrodzenia się, dziś jest powodem do krzywdy, złości, gniewu, agresji, przemocy, śmierci. O co wam chodzi?

Wam, Im, Nam???


Jako ludzie dajemy się manipulować garstce innych ludzi, i wierzymy,że to my decydujemy? Dajemy sobie wmówić, że naszą wartość wyznacza ilość nagromadzonych rzeczy,  papierki za ukończone „tresury”. Nasza „lepszość” tłumaczona ucywilizowaniem, przykrywką będąca dla totalnego odczłowieczenia.

Idioci!

DSC01908insta