Doradztwo Króla

W moim ukochanym filmie, który mogę oglądać setki razy i za każdym razem czuję się pokrzepiona, wzruszona i podniesiona na mym słabowitym, ale ambitnym duchu pada wiele zdań mogących być mottem. Do wielu można dorobić niemal psychologiczną teorię i wrzucić na jakieś „super-mądre” i „mega-drogie” szkolenia, gdzie guru, coach lub inny znawca Twego wnętrza przejrzy Cię niczym Supermen swym spojrzeniem (chwila … Supermen chyba palił wszystko co napotka … no dobra niewielka różnica ;-)) , a następnie doradzi co i jak …

Bawiąc się zatem w super trenejro od spraw życiowych, zupełnie za darmochę mam receptę na zaczynający się tydzień (bez względu na to czy przyjmujesz niedzielę za koniec czy początek tygodnia).

Proste zdanie, które niech poprowadzi Cię przez najbliższe godziny i dni.

„Get busy living or get busy dying”…

Łatwe? Trudne? Jakie dla Ciebie?

Czasem myślę sobie ile naszego życia poświęcamy na … umieranie. Ilekroć zaniedbujesz samego siebie – umierasz.

Postaraj się więc pożyć, zająć się tym żeby żyć. Odłóż to, co sprawia, że umierasz zamiast żyć. Umieramy codziennie, i to jest fakt. Każda godzina od naszego narodzenia przybliża nas do śmierci, życie więc codziennym umieraniem jest… biologicznie. Tym bardziej więc wykorzystać trzeba to co cenne dla nas. Czas …

Unikaj sytuacji, które Cię zabijają, ludzi, którzy usilnie chcą założyć Ci pętlę nienawiści na szyję, czasu, który nie służy Tobie i Twojemu rozwojowi. Zamień ten czas, który minie Ci na umieraniu na … życie.

Nikt za Ciebie życia nie przeżyje, tylko Ty. Zacznij od chwili dla siebie w tym tygodniu. Ja tak zamierzam zrobić. Znaleźć chwilę dla siebie. Tylko dla siebie. Bo dobrze wiem, że cały świat, obowiązki, pilne sprawy, oczekiwania innych są w stanie na mnie poczekać. Moje życie, moje „ja” przecieka mi codziennie przez palce rozpływając się między „muszę – mogę – chcę” .

Dobrego tygodnia, dobrego dnia, dobrej godziny …

Mam nadzieję, że weźmiesz sobie do serca choć jedno słówko. Mam nadzieję, że spojrzysz na życie jak na dar, mimo utrapień i trudów. Mam nadzieję, że wszystko co przyniesie tydzień odbierzesz jako szansę na naukę, rozwój i szansę … „Mam nadzieję” – rzecz jasna słowa z tego samego filmu.


Jasna sprawa, że film ów to ukochany przez wielu obraz „Skazani na Shawshank”. Gdyby ktoś nie wiedział jest to dzieło (nie boję się użyć tego słowa), które nie powstałoby gdyby nie autor noweli „Rita Hayworth and Shawshank Redemption” opublikowanej w zbiorze „Different Seasons” w roku 1982. Swoją drogą z czystym sumieniem polecam wszystkie cztery opowiadania tam się znajdujące. Imię i nazwisko autora … Stephen King rzecz jasna. Jego także polecam, choć on chyba, a nawet na pewno, tego nie wymaga.

Reklamy

Grog rozpustnego marynarza

O borze liściasty, cóż to był za koszmarny tydzień. Masz tak czasem, że już w poniedziałek jesteś tak zmęczony jakbyś harował od tygodni bez przerwy?

Kiedy więc się wreszcie piątek kończył, okazało się, że i na sobotę mnóstwo obowiązków jest przygotowanych. I zleciał dzień na czynnościach najzwyklejszych … Dość … Było minęło jednak …

Teraz pora na relaks , na chwilę ciszy, na tu i teraz. Lubię moje „tu i teraz”. Jedno za mną, co innego przede mną … mało ważne. Nie ma „jutro” , nie ma „wczoraj”.

Dziś jest. Dobre „dziś”. Długa kąpiel, kocyk, grzaniec, cisza i spokój i moje ulubione „nic nie muszę” … bo nie wiem czy wiesz, ale tak naprawdę nic nie musisz. Ale o tym innym razem … Doceniam chwilkę, czas, miejsce, ludzi. Doceniam sobotę. Doceniam siebie. Doceń także.

winko2

PS. Gdyby kogoś interesowało bardzo, skąd tytuł tego wpisu, to informuję, iż przepis na takowy napój znajduje się w rękopisach Jarosława Haszka, dzięki któremu wojaka Szwejka poznać mogliśmy.

Na zdravi!!

S jak …

"Rumieńce lata pobladły,
Liść złoty z wiatrem mknie.
I klonom ręce opadły,
i mnie..."

To rzecz jasna przecudna Pawlikowska – Jasnorzewska i jej „Liście” …

I mnie też … opadły dziś ręce, i smutek mnie dopadł … I nie zamierzam z tego powodu tragedii robić. dsc03296

Ten smutkiem ociekający, piękny, listopadowy wieczór swą melancholię podkarmię.

Gdy inni swój smutek lub radość wlewają w szklaneczki z promilami (co kto lubi), wirują na parkiecie i zaśmiewają się do łez … gdzieś może … ja przytulę Smutną Panią co mnie nawiedziła. Wypijemy ciepłą herbatkę albo czegoś ciut mocniejszego łyczek albo dwa, pogasimy światła i posłuchamy Vivaldiego, i Bacha w RMF Classic gdzie muzyka prosto „Spod igły” (szczerze polecam). Weźmiemy długą kąpiel później i nacieszymy się … Nacieszyć się smutkiem … Ot sztuka  dla tych co w mroku nigdy nie byli. Dla mnie … proza życia , a raczej poezja.

Wiecznie „Puste brzuszki”

Ludzie. Dziwaczne stworzenia. Chcą MIEĆ. Gromadzą różne rzeczy. W większości za dużo lub kompletnie nieprzydatne. Mogą mieć więc chcą.  Czasem nawet jak nie mogą to też chcą.

Jak bardzo posiadanie decyduje o tym kim jesteśmy? A właściwie kim się widzimy. Obraz innych ludzi i nas samych jest uzależniony od przedmiotów, które jesteśmy w stanie zgromadzić.

Nie pochodzę z bogatej rodziny. Ba, rzec można śmiało, że pochodzę z rodziny bardzo biednej. Tak biednej, że doskonale wiem co to głód.

Znam dobrze szufladkowanie ludzi i ich wywyższanie, bądź poniżanie na podstawie tego co mają lub czego nie.

Kiedy więc zaczęłam mieć możliwość gromadzenia, zaczęłam to robić. Mimowolnie, podświadomie. Być może żeby „wyrównać” jakiś brak. W swojej głowie wreszcie pocieszyć to „głodne dziecko”,  że wreszcie mogę.

Minęło kilka lat i zaczęłam zastanawiać się : Na co do cholery jest mi potrzebnych tyle rzeczy? Czy to one uczynią mnie szczęśliwszą? Gdybym dziś, za chwilę opuściła ten padół, zostawiłabym tylko mnóstwo śmieci komuś, kto musiałby to posprzątać …

Dziś ograniczam się do rzeczy, które będą mi przydatne. Jakoś nie czuję wewnętrznej potrzeby żeby „szopingować” dla relaksu. Bo tak, dla części ludzi jest to możliwość odstresowania, podwyższenia swojej samooceny czy pocieszenia, nagrodzenia … ( kto wie, może w bardziej psychologizującym wpisie do tego wrócę).

Kiedy idę do sklepu, stoję w kolejce i widzę jak Pani przede mną wykłóca się o dodatkową naklejkę, aby za 1 grosz „kupić” książkę, albo kiedy Pani za mną pyta czy może wziąć jakieś moje „przydziałowe” naklejki na pluszowe warzywa czy owoce, a następnie z wielką radością chowa je do portfelika, myślę sobie, że to kolejny dowód na to, iż zdecydowanie nie jestem z tego świata … ale o tym kiedy indziej.

 

Miron by wiedział

„Muzo
Natchniuzo

tak
ci
końcówkowuję
z niepisaniowości

natreść
mi
ości
i
uzo”

dsc03372

Pisał … Białoszewski pisał rzecz jasna swoje Namuzowywanie, a ja? No właśnie …

Idę ulicą … dopada mnie „flądra” … muza znaczy … natchniuza pospolita. Ba gdyby pospolita, a ona nieprzeciętna jest … Masz Ci los, myśli w głowie milion i jak się pięknie układają. Tyle tematów, tyle mądrych myśli. M-ą-d-r-y-c-h!

To nie zdarza się. Nie zdarza się gdy usiądę i chcę coś napisać. Oczywiście. Teraz mnie natuchniuzuje małpa jedna …

Cóż robić. Wracam do domu. Siadam, „odpalam lapka” … zanim myśli uciekną. Pewnie, że uciekły, nie byłyby sobą. Nie ma … znów wrócą kiedy się ich nie spodziewam. Kiedy płyn do płukania do koszyka wkładam, kiedy na przejściu stoję w oczekiwaniu na zmianę koloru, kiedy nie mam jak zapisać tego co w głowie, co w sercu, co w duszy mi gra … Muza Natchniuza – Białoszewskiego tancerka, co zmarł nim ja na świat przyszłam … i uzo!

Wieczorne zamiary

 

Święto dziś. Naszej Niepodległej. Naszej. Więc i moje święto. Wszystkiego dobrego zatem sobie i Tobie, i jej … Niepodległej znaczy.

Korzystam zatem z owej niepodległości … w piżamie do 12.00. Zamiary były inne. Cały dzień miał być w piżamie. Chyba jeszcze nie dorosłam, nie dojrzałam do takiego … poświęcenia  😉

Póki co więc do 12.00 , do południa … Też dobrze.

A wieczór? Gdy inni patriotycznie dopingować będą naszych kopaczy piłkowych, co na bezkresnych połaciach rumuńskich o jakieś punkty walczyć będą, ja … w piżamie, a jakże po obejrzeniu „Syberiady polskiej”, wieczór filmowy będę kontynuować i „Miłość” Hanekego obejrzę.

dsc00204

Ważniejsza „ważność”

Coś nam się w tym roku Pani Mictecacihuatl rozochociła. Czyżby zbierała jakąś artystyczną ekipę u siebie?

Może znudzona … śmiertelnie swoją codziennością postanowiła zagarnąć do siebie kilka uzdolnionych duszyczek … Skubana Brzydula 😉

Śmierć kogoś znanego, idola, ulubieńca szerokim echem się odbija zawsze … licznych „jaka strata”, „co za szkoda” … I zawsze zastanawia mnie to …

Gdzieś w moim mózgu, bardzo głęboko zakorzeniona jest myśl , że „człowiek to człowiek” po prostu. Idol, autorytet … nie posiadam. Wrażenia, że ten to profesor, a tamten 5 superważnych supernagród  dostał nie robi na mnie ni ciutkę … Dziwna ja!

A śmierć to śmierć … przed obliczem której każdy stanie … goły jak święty turecki … Umarł dziś Cohen, umarł też Cnota … umarło wielu ludzi, w różnych zakątkach świata. Ludzi … ważnych. Każdy z nich był ważny.

Jeden miał to szczęście lub NIEszczęście, iż zauważony został, wybił się i został bożyszczem, a inny całe życie swój talent rozwija po cichu … Tak, bo ja … o święta naiwności wierzę, iż każdy ma jakiś dar, talent … nie każdy przystający do współczesności, tempa i wymogów, ale ma …

Więc nie, nie będzie mi brakować działań czy rezultatów twórczych odkryć wielu świetnych bardziej i mniej znanych artystów czy „artystów” … Żył człowiek, dzielił się kawałkiem siebie, trafiał do określonego „targetu”. Miło … i dobrze.

Brakować może mi … kogoś kogo poznałam … jako Człowieka … żywego. Kogoś kogo widziałam jak zmaga się z codziennością, jak popija poranną „kawkę” … Spojrzenia pięknych piwnych oczu i ciepła dłoni. Uśmiechu i powiedzonek, które zostaną mi na zawsze. „Dziękuję” powiedzianego parę godzin przed śmiercią …

Tego brakować mi może … I brakuje. Dziękuję, tęsknię … do zobaczenia …

 

dsc03234