Coś dziwnego czyli Blog(X)masa dzień 7.

Dwa lata temu, co udowodnione zresztą wpisem jest na mym blogu spotkałam osobę proszącą o to, bym kupiła jej jedzenie. W grudniu 2016 roku. Dziś, w grudniu 2018 roku … znów mi się to przytrafiło. Zdziwienie. Zaskoczenie. Podejrzliwość.

Swego czasu przeprowadzono badania, a także eksperymenty mające dowieść, że chętniej pomagamy ludziom wzbudzającym zaufanie, i że nasze zaufanie wzbudzają osoby „dobrze” ubrane. Z kolei kiedy o pomoc materialną prosi nas człowiek ubrany przeciętnie, zwyczajnie jak każdy inny, nie wyglądający na kogoś z marginesu … no właśnie. Sama się dziś na tym złapałam, że włączył mi się guzik „ukryta kamera?”. Podszedł do mnie dobrze ubrany, młody chłopak prosząc bym kupiła mu coś do jedzenia, bo jest … głodny. Głód … dobrze wiem co to. Nie mówię tu o głodzie, gdzie wiem, że za kilka minut, godzin coś zjem. Mówię tu o głodzie gdzie nie wiem czy i kiedy coś zjem. Znam to … może dlatego łatwo mnie „złapać”, a może to nie łapanie tylko ludzki odruch. Mimo to gdy dałam mu jedzenie i poszłam w swoją stronę odwróciłam się, nadal nie dowierzając … z pewną nutką … „pewności”, że pewnie moje zakupy za chwilę wylądują w śmieciach, bo to żart, zakład, prank jakiś? Odwróciłam się więc. Stałam i patrzyłam, jak ów chłopak oddala się … zatrzymuje, siada i wraz z drugą osobą … zaczynają jeść to co dostali ode mnie. Przedziwne … Kiedy aż tak przestałam ufać ludziom? Przedziwne. Dopiero w takich sytuacjach sama widzę, jak stereotypowo myślę, sama często do innych rzucając pouczające „nie myśl stereotypami”. Przedziwne. Dobra to nauka dla mnie. Lubię się uczyć. Więc przyjmują przedświąteczną lekcję. Pokory.

blog.blogms2.2018

Reklamy

Blog(X)mas czyli zaczynamy odliczanie. Dzień pierwszy.

Nie wiem czy wiecie, ale zaczął się najbardziej szalony (wkurzający, magiczny, stresujący *) okres w roku. Od kilku tygodni mikołaje, bałwany! – różnej maści, śnieżynki, jelonki i inne przemiłe, pełne blasku i radości stworzenia przypominają nam, że pora wydać kasę, urobić się jak dziki osioł i o północy w Wigilię paść twarzą w barszcz, grzybową czy innego karpia. Po co? #hajssiemusizgadzać!

Na przekór jednak wszelkich oczekiwaniom i koniecznościom podejdę do tego jako do wyzwania miesięcznego i popiszę tu trochę? Czy codziennie? Nie obiecuję. Na pewno szczerze – jak zawsze.

Śniegu nie widać. Jest za to … ślizgawka. O tak! od samego rana można popisywać się umiejętnościami łyżwiarskimi próbując ocalić ręce, nogi i inne części ciała. Można na pupie, można na brzuszku, można toczyć się udając kulę śnieżną, choć z braku śniegu raczej wyjdzie nam to, co toczy żuk ekhm gnojarz. W każdym razie niech każdy zacznie grudzień tak jak lubi, i tak jak chce, nie tak jak musi.

Ja w ciepełku zapodam sobie soudtrack z widzianego wczoraj w kinie „A Star is Born”. Nie jest to wybitne dzieło, a łapie za serducho. Dodam jedynie, że w pewnym momencie zaczęło się pochlipywanie na sali (nie moje, gdyż ja twarda sztuka i przy innych w kinie! nie płaczę, ale klucha w gardle była! 😉 ). Gdy zaś światło zapaliły się w szklących się oczach współoglądaczy widać było, że Cooper i Gaga odwalili kawał dobrej roboty. Dając historię prostą jak budowa cepa, gdzie każdy, a przynajmniej większość zna ją na pamięć i wie jak się skończy, potrafili ludzi wzruszyć, zasmucić, dać do myślenia. Sam fakt, że przyszło mi do głowy, żeby zobaczyć ten film jeszcze raz w kinie, a wieczór umilam sobie muzą z niego, oznacza, że naprawdę warto obejrzeć i posłuchać. Niby nic, a zostaje w pamięci. Takie 8/10. 😉 Czy nie o to chodzi? W kinie? W muzyce? W życiu? Żeby coś poczuć, żeby coś przeżyć, żeby być. Być! I tego bycia na ten grudzień, ten adwent, ten czas zaczynającego się szaleństwa życzę. Tobie, sobie, i każdemu.


*niepotrzebne skreślić

 

DSC02078wmroku

Czarno to widzę.

Przez czarne odmęty sklepowego tłumu, gdzie mieć, nie być, gdzie posiadać, nie potrzebować, gdzie mam, bo mogę. Radości z puchowej kurteczki, z bucików co 2 złote mniej kosztowały. Będzie na burgera. Konsumuj. Konsumować trzeba. Rozwijaj … handel (nie zwoje mózgowe), nakręcaj sprzedaż (nie ciekawość świata), produkuj śmieci (nie pokłady dobra), zapakuj się w folię bezczelności tego świata, co wmówi Ci żeś panem, nie niewolnikiem. Pokochaj swoje miałkie życie, innego nie chcesz przecież. Pokochaj swoje rzeczy. One Cię jak człowiek nie zdradzą, jak kot nie podrapią, jak pies nie pogryzą. Jak dobrze, że dziś nie wszystko możesz kupić, w ten piątek.

DSC02979.1

Poza człowieczeństwem.

 

Nieuka czyli kto pyta, ten też nie wie.

Kto pyta nie błądzi? Błądzić rzeczą ludzką. Pytanie rzeczą ludzką. Coś w tym jest. Pytanie. Pytanie rzucone w próżnię wraca? Próżnia wraca. Pytasz zatem i tyle. Zostajesz ze swoim pytaniem, które niczym bańki mydlane nad głową pojawiają się i za chwilkę znikają niezauważone przez nikogo.

„Mamo, a Koloseum jest w Rzymie?” – zapytał chłopczyk kobietę, zapewne matką jego będącą. Przechodzili obok pizzerii, która nazwę swą zapożyczyła od tej starożytnej włoskiej budowli.

Cisza.

„Maaamooo, Koloseum jest w Rzymie?” – padło ponownie. Cisza. Głucha? Czy nie wie? Ciężko powiedzieć? Ciężko odpowiedzieć?

Poszli. Padło pytanie, nie było odpowiedzi. Minęli przybytek gdzie „śmierć na arenie*” i „granica wytrzymałości*” są na porządku dziennym.

Hmm po co pytać skoro nie dostanie się i tak odpowiedzi. Taka … nieuka z tego. Może to pojedynczy przypadek, może jednorazowa sytuacja. Może tak.

Pewnie dramatyzuję, pewnie nadinterpretacje tworzę myśląc sobie, jaki dorosły wyrośnie z takiego dziecka? Czy uzna, że nie warto pytać? Czy odpuści, bo i tak nikt nie odpowie? Może będzie szukał sam odpowiedzi? Albo przestanie go cokolwiek ciekawić? Rozkminy socjologa 😉 Kto „blogerce” zabroni?

Zawsze mi się wydawało, że jedną z najgorszych rzeczy to nie szukać, nie pytać. Zniechęcić się jednak można, jeśli mimo poszukiwać, pytań i chęci, odpowiedzi nie dostaniesz. Nauczysz się, że nie warto pytać, bo po co?  Odpowiedzi albo chociaż wspólnego poszukiwania, ukierunkowania, nauki, że jeśli nie dowiesz się z jednego źródła, warto szukać, drążyć, zanudzać pytaniami, męczyć wątpliwościami.

Nawet nie pytaj!

20181002_115707

*nazwy jedzenia we wspomnianym przybytku karmiącym zbiorowo „włoskimi” przysmakami

Pora na tęsknoty.

I się skończyło. Lato. Pora schować sandały, pożegnać się z letnimi ubraniami, rzec ciepłym, długim, słonecznym dniom i letnim gwieździstym nocom „do następnego”. Nie lubię. Zimna nie lubię, szarości, obserwowania jak wszystko umiera. Na Złotą Polską Jesień czekam, może jeszcze się pojawi. Może jeszcze piękne zabawy słońca w kolorowym liściach, mgliste poranki i wieczory, mroźne powietrze. Koc, herbata, siedzenie w domu … dobre strony ma jesień? Ma. Jak prawie wszystko. I tak będę tęsknić … za wiosną, za latem, za ciepłem, za słońcem. Za moim słońcem. Nie da się jednak żyć tylko przez pół roku. Nie jestem niestety niedźwiedziem co w sen zimowy zapada żeby przeczekać. Czekanie będzie życiem, oddychaniem, zdjęć przeglądaniem, tuleniem się i okrywaniem ciepłymi tkaninami, zapachami, smakami i kolorami. Tęskno mi już …

 

Jesień

Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia

Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu

I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć
Edward Stachura

DSC03484blog

Będę marudzić I Gusta i guściki czytelnicze.

Nie wiesz co robić ze swoim życiem? Napisz książkę!

Nie masz zdolności do pisania? Napisz książkę albo wynajmij kogoś, kto napiszę ją za Ciebie!

Szukając ostatnio wartościowych książek odkryłam coś bardzo dziwnego. A może tylko mnie to jeszcze dziwi? Po pierwsze coraz trudniej o naprawdę interesującą książkę. Taką, która byłaby niedawno napisana lub wydana. Luuudzie ile w księgarniach tego chłamu. Tragedia.

Książkę można napisać dziś o niczym, a napisać ją może nikt, znaczy ktoś … każdy ktoś, na kim wydawnictwo będzie chciało zarobić!

Ba! Najlepiej żeby był to ktoś znany i lubiany, znany z tego, że jest znany albo taki co stwierdzi, żeby coś napisał, bo przecież co to za sztuka, a i lud ciemny łyknie i kupi, jak się okrzyknie świetną książką, niezbędnikiem, poradnikiem, erotykiem, kryminałem bla bla bla.

„Pisarz” rozpoczyna karierę, wydawnictwo kosi kasę, ludzie … kupują książki. Niby wszystko ok, niby wszystko fajnie. Niby.

Gusta i guściki są. Nie bez przyczyny disco polo jest takie popularne. Dlaczego więc nie dać ludziom książko – polo? Nieskomplikowane, napisane byle jak, przerost formy nad treścią, 5 książek w roku, książki o niczym albo poradniki dla idiotów, którzy nie wiedzą jak się ubrać, pomalować, jeść, ćwiczyć. Dla tych co podniecają się jałowymi, powielanymi schematami kryminalnymi albo pseudo greyowskimi wypocinami. Dno … dno i kilometr mułu nawet.

Rzecz można, że każdy czyta co chce. Co chce albo co lepiej zostanie mu sprzedane. Wszak patrząc na półkę z bestsellerami prędzej nasz przeciętny szaraczek stamtąd coś weźmie, bo jak na topie to chyba dobre. Nie będzie przecież przekopywał księgarnianych półek, zagraconych antykwariatów. Komu się chce szukać? 😉

Ktoś może powiedzieć też, że lepiej czytać cokolwiek niż nic. Hmmm czyli jakość nie ma znaczenia? Wrzucajmy w siebie co popadnie? Jedzmy byle jak, czytajmy byle jak, żyjmy byle jak? Takie byle jakie życie z byle jaką strawą dla ciała i duszy. Przyjmujmy bezkrytycznie wszystkie hity – kity – bestsellery?

Dają papkę bez smaku ale łatwą w trawieniu, ludzie papkę biorą i na jej podstawie kształtuje się to co w przyszłości będą chcieli jeść, co ich będzie cieszyć.  Z całego morza gdzie bogactwo, klasa i smak, wybiorą hodowlaną pangę ( pango bez urazy! 😉 ) , z przylepioną etykietką „morskiej”. I tak wyrobią sobie zdanie o … „rybie”.

Smacznego!

20180730_122757blog1

Ile razy mam powtarzać??!!!

Chyba nie raz w życiu każdy z nas od kogoś to usłyszał? Czyż nie? Przywołaj drogi czytelniku choć jedną taką sytuację w swoim życiu. Jak się wtedy czułeś?

Zdanie to zwykle nie jest używane w sprzyjających okolicznościach. Zwykle wiążę się z jakimiś wymaganiami, nakazami, powinnościami. Ja tymczasem,  właściwie we wpisie tym chcę Ci opowiedzieć o słowach. Ważniejsze są czyny, rzecz to jasna jak słońce, jednak są takie słowa, które warto powtarzać. Ile razy? Wiele razy.

Warto zatem mówić innych jak są ważni , wartościowi i ile dla nas znaczą. Warto innym mówić jak bardzo ich potrzebujemy i jak wiele wnoszą do naszego życia. Warto mówić „lubię”, „kocham”, „doceniam”. Warto mówić wiele słów, które czasem dla nas są oczywiste, a które powtarzane mogą wiele zmienić, wiele poprawić i rozpromienić komuś dzień.

Zamiast „słuchajcie uważnie, bo nie będę powtarzać” 😉 niech powtarzanie słów ważnych i wartościowych będzie. Co mamy do stracenia?

PS. Warto po cichu dodać, że … wszystko w życiu jest niepowtarzalne! 🙂